Recenzja Komiksu: Nightwing #128

 



Run Toma Taylora nad Nightwingiem przyzwyczaił nas do historii mocno osadzonych w realiach Blüdhaven – bliskich ludziom, skupionych na relacjach, społeczności i codziennych zmaganiach Dicka Graysona. Tymczasem scenarzysta Dan Watters wkracza w środek tej serii i proponuje coś zupełnie innego: horror 5. wymiaru, szaleńczą podróż w głąb pamięci, traumy i dziedzictwa samego Nightwinga. Efekt? Numer #128 to spektakularny odjazd, który wciąż zaskakuje, balansując między mrokiem a hołdem dla przeszłości postaci.

Horror w sercu Titans Tower

Już od pierwszych stron atmosfera robi się gęsta: Titans Tower zostaje przekształcone w groteskowy ekosystem stworzony przez Nite-Mite’a, piątowymiaro­wego chochlika, którego moce wymknęły się spod kontroli. Wieża staje się światem utkanym ze wspomnień, lęków i historii Nightwinga – a to oznacza, że Dick musi zmierzyć się nie tylko z fizycznymi przeciwnikami, ale także z samym sobą.

Najmocniejszym momentem numeru jest konfrontacja z Deathwingami, wypaczonymi odbiciami Dicka, które pełnią rolę „białych krwinek” w tym koszmarnym świecie. Ich geneza jako zdeformowane wspomnienia i odwołanie do czasów, gdy Nightwing był kontrolowany przez Extanta, to odważny powrót do nieco zapomnianych zakamarków continuity. Watters doskonale wie, jak grzebać w przeszłości bohatera i wydobywać z niej nieoczywiste elementy.

Nightwing Prime z Kandoru i wielkie zaskoczenie

Jednym z największych zwrotów akcji w tym numerze jest pojawienie się postaci, którą początkowo wszyscy uznali za Van-Zee. Okazuje się jednak, że to Nightwing Prime z Kandoru spadkobierca oryginalnej legendy, gdy Superman sam przyjął ten pseudonim w butelkowym mieście. To świetny motyw, bo przypomina, że Dick swoją tożsamość zawdzięcza właśnie Clarkowi. Wielu czytelników często o tym zapomina, a ten numer przypomina o tym w wyjątkowo efektowny sposób.

Nightwing Prime wprowadza w historię melancholię: jego świadomość, że być może sam nie istnieje, jest tragiczna, a jego decyzje – dramatycznie logiczne. To postać jednocześnie sojusznik i zagrożenie, a jego obecność wzbogaca całą opowieść o dodatkową warstwę emocjonalną.

Melinda i Maggie – dramat polityczny w tle

Choć większa część zeszytu rozgrywa się w surrealistycznym świecie, Watters nie zapomina o postaciach drugoplanowych. Wątki Melindy i Maggie odsłaniają dramatyczne konsekwencje tego, co dzieje się na zewnątrz Titans Tower. Melinda, zrezygnowana i pogrążona w zwątpieniu, zaczyna wierzyć, że tylko bohaterowie pokroju Nightwinga mogą ocalić ludzkość. Jej śmiech w twarz Sawyer, kiedy ta próbuje przywołać przykłady „zwykłych ludzi” zdolnych do dobra, brzmi złowieszczo i zapowiada ciekawy rozwój jej postaci w kolejnych numerach.

Ten kontrast pomiędzy heroizmem a kryzysem wiary w zwyczajną ludzką dobroć dodaje zeszytowi ciężaru i wywołuje pytania, które wykraczają poza czystą akcję.

Haley jako koszmar i mitologia Nightwinga

Nie można nie wspomnieć o Haley psie Dicka która tutaj zostaje przekształcona w potworną, niemal cerberową wersję samej siebie. To kapitalny przykład tego, jak wspomnienia i więzi Nightwinga mogą obrócić się przeciwko niemu w świecie rządzonym przez piąty wymiar. To scena mocna emocjonalnie, bo uderza w coś najbliższego bohaterowi: jego rodzina i przyjaciele stają się bronią przeciwko niemu.

Podobnie działają momenty, w których pojawiają się szkicowe rysunki dziecięcych projektów stroju Robina. Proste, niedojrzałe obrazki kontrastują z dramatem sytuacji i przypominają, jak młody był Dick, kiedy zaczynał swoją karierę. To nie tylko smaczek dla fanów, ale i mocny komentarz na temat ciężaru, który nosi na barkach od najmłodszych lat.

Styl Wattersa – od ulic Blüdhaven po 5. wymiar

Dan Watters pokazuje, że potrafi pisać nie tylko historie mocno osadzone w rzeczywistości, ale i pełne szaleństwa, horroru i kosmicznej abstrakcji. Nightwing #128 to numer kompletnie odmienny w tonie od dotychczasowych i właśnie dlatego działa tak dobrze. Daje czytelnikowi oddech od „przyziemnego” Blüdhaven i rzuca Dicka w sam środek psychodelicznej odysei.

Czy wszystko działa? Nie do końca. Momentami banter Dicka jest zbyt opisowy i ekspozycyjny, przez co bardziej „opowiada” niż „pokazuje”. Kilka sekwencji można by skrócić, by lepiej utrzymać napięcie. Ale całościowo to numer pełen pomysłów, który czerpie z całej historii postaci, a jednocześnie nadaje jej nową energię.

Podsumowanie

Nightwing #128 to zeszyt, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym w tej serii. Horror piątego wymiaru, powrót Deathwinga, Nightwing Prime z Kandoru, przerażająca Haley i szkice kostiumów Robina wszystko to składa się na psychodeliczny, a jednocześnie głęboko emocjonalny hołd dla Nightwinga i jego dziedzictwa.

Nie jest to najlepszy numer całej serii, ale bez wątpienia jeden z najciekawszych. Jako „love letter” do postaci działa znakomicie. Jednocześnie przygotowuje grunt pod kolejne wydarzenia i sprawia, że trudno doczekać się numeru #129.

Ocena końcowa: 8/10

Plusy:

+Kapitalny klimat horroru 5. wymiaru

+Świetne odwołania do historii postaci (Deathwing, Van-Zee, Nightwing Prime z Kandoru)


+Emocjonalne sceny z Haley i dziecięcymi szkicami Robina


+Rozwój wątków drugoplanowych (Melinda, Maggie, Sawyer)


+Mocny balans między akcją a psychologią bohatera

+Świetny hołd dla mitologii Nightwinga

Minusy:

-Momentami zbyt ekspozycyjny banter Dicka

-Niektóre sekwencje przeciągnięte kosztem tempa akcji

-Deathwing jako przeciwnik nie wszystkim przypadnie do gustu