Recenzja Komiksu: Ultimate Wolverine #7 – między potencjałem a przewidywalnością
Ultimate Wolverine #7 to przykład komiksu, który z jednej strony posiada wyraźny potencjał artystyczny i ciekawy świat, a z drugiej razi powierzchownością narracji i schematycznością fabuły. Z pełną szczerością mogę powiedzieć, że oczekiwałem więcej po tym tytule, zwłaszcza po mocnym starcie serii, ale niestety najnowszy numer nie potrafi w pełni wykorzystać swojego uniwersum.
Fabuła i narracja
Numer siódmy skupia się głównie na rozliczeniu Logana z jego przeszłością jako Winter Soldier, przy czym motyw jego winy i odkupienia jest tutaj rozwinięty w sposób bardzo schematyczny. Historia w dużej mierze sprowadza się do powtarzania dobrze znanych tropów: Logan odkrywa swoje złe uczynki, odczuwa wyrzuty sumienia, próbuje się zrehabilitować, a na końcu widzimy klasyczne „wszystko wraca do normy”. Ten wątek, choć obiecujący, jest prowadzony powierzchownie i przewidywalnie, co znacząco obniża napięcie.
Niepokojący jest też sposób, w jaki komiks wprowadza nowe elementy fabularne jak np. „magiczny McGuffin” związany z Jean Grey które pojawiają się praktycznie znikąd, a ich znaczenie w następnych numerach jest znikome. To poczucie wypełniacza jest obecne w wielu scenach, które służą głównie przesunięciu fabuły do kolejnego numeru, zamiast pogłębienia historii postaci czy konfliktu.
Zaskakująco słabo wypada też rola Doktor Prostovich, która mimo że jawi się jako kluczowy antagonista – pełni jedynie funkcję „narzędzia fabularnego”, wprowadzając kolejne zagrożenia, ale nie zyskując żadnej prawdziwej głębi czy motywacji. Limbo i Illyana Magik, choć klimatycznie wprowadzone, również nie wykorzystują w pełni swojego potencjału narracyjnego.
Postacie
Największym atutem numeru pozostają bohaterowie, których lubimy w tym uniwersum przede wszystkim Wolverine i Sabertooth. Relacja między tymi dwoma „bratnimi duszami” jest jedynym elementem, który daje prawdziwe emocje i poczucie ciągłości charakterów. Sabretooth jako postać w tym uniwersum wreszcie wyróżnia się pozytywnie – jest bardziej spójny i ciekawszy niż jego odpowiednik z 616, co sprawia, że jego interakcje z Loganem naprawdę przyciągają uwagę.
Reszta postaci, w tym pojawiający się w epizodzie Gambit, Beast, Kitty Pryde czy nowi rosyjscy członkowie drużyny, działa raczej jako tło. Komiks sprawia wrażenie, że opiera się na znajomości relacji z innych uniwersów X-Men, zamiast budować własne, unikatowe powiązania między bohaterami. Z jednej strony to sprawia, że fani czują pewną znajomość i komfort, z drugiej – nowi czytelnicy mogą poczuć się zagubieni.
Tempo i struktura numeru
Jednym z największych problemów jest pacing komiksu. Pomimo że szybkie tempo akcji ma swoje zalety – nie nuży i pozwala skupić się na głównych wydarzeniach to w tym przypadku wydaje się ono nierówne. Wiele scen, zwłaszcza dialogowych, to typowe „exposition dumps”, które mogłyby być znacznie skrócone lub bardziej kreatywnie wplecione w akcję. Tymczasem sceny walki, choć dynamiczne, nie rekompensują poczucia braku progresji fabularnej.
Poczucie „paddingu” potęguje też fakt, że okładki wprowadzają czytelnika w błąd obiecują starcia między Magik a Wolverine’em, które w numerze praktycznie nie mają miejsca. To typowe dla serii Ultimate, które czasem bardziej stawiają na efektowny marketing niż na spójną narrację w środku numeru.
Grafika
Największym jasnym punktem numeru pozostaje warstwa wizualna. Alessandro Cappuccio ponownie pokazuje swoje umiejętności, kreując mroczny, dynamiczny świat Eurasian Republic oraz brutalne starcia Wolverine’a. Choć niektórzy mogli uznać jego styl za nieco gorszy niż w poprzednich numerach, dla mnie pozostaje on idealnie dopasowany do tonu serii: ciężki, z dominującymi czerniami, z jagged lines podkreślającymi brutalność i dramatyzm świata mutantów.
Podsumowanie
Ultimate Wolverine #7 to numer, który pokazuje jednocześnie mocne i słabe strony serii: świetna grafika i kilka udanych wątków postaci (zwłaszcza Sabretooth i Wolverine) kontrastują z przewidywalną i powierzchowną fabułą, fragmentarycznymi dialogami i scenami służącymi głównie „rozciągnięciu” narracji. Komiks jest w porządku, ale pozostawia spory niedosyt. To pozycja dla fanów Wolverine’a i Uniwersum Ultimate, którzy docenią artystyczną stronę i subtelne odwołania do klasycznych X-Men, ale nie oczekują głębokiej, angażującej historii.
Ocena: 6/10
Plusy:
+Doskonała, klimatyczna grafika Alessandro Cappuccio+Udane postacie: Wolverine i Sabretooth zyskują na głębi
+Dynamiczne sceny akcji i odpowiednia aura brutalności
+Ciekawa ekspozycja świata Eurasian Republic i Rasputinów
Minusy:
-Płaska, przewidywalna fabuła i schematyczne motywy-Niepełne wykorzystanie potencjału postaci i wątków (Magik, Dr. Prostovich)
-Sceny dialogowe pełne „exposition dumps”
-Poczucie filleru – numer służy głównie do przygotowania kolejnego
-Okładki wprowadzają w błąd, scena obiecywana nie występuje


