Recenzja komiksu: Nightwing #127 – między ulicami Blüdhaven a piątowymiarowym chaosem
Po krótkim, lżejszym przerywniku w poprzednich numerach, Nightwing #127 ponownie wrzuca czytelnika w sam środek wielkich wydarzeń, które nie tylko zmieniają Blüdhaven, ale też otwierają drzwi do bardziej abstrakcyjnych, piątym wymiarem podszytych konfliktów. Dan Watters udowadnia, że potrafi pisać Dicka Graysona jako bohatera, który wciąż balansuje między rolą ulicznego strażnika, obrońcy rodzinnego miasta, a uczestnika kosmiczno-magicznych wojen. Efekt? Numer, który nie jest pozbawiony wad, ale który pokazuje ambicję i odwagę twórców, by z Nightwinga uczynić postać bardziej złożoną, niż wielu mogło się spodziewać.
Powrót do wielkich problemów Blüdhaven
Trzonem opowieści jest trwająca kampania wyborcza Melindy Zucco, siostry Dicka, która na oczach opinii publicznej rozpada się pod ciężarem własnych błędów. Jej emocjonalne wyznanie podczas debaty, w którym przyznaje się do podpisania dokumentów pozwalających „super-policyjnym jednostkom” wkraczać na ulice, prowadzi do dramatycznego załamania i utraty przytomności. To moment o dużej sile emocjonalnej Watters pokazuje, jak polityka, technologia i manipulacja korporacyjna mogą zmienić nawet najlepsze intencje w broń przeciwko obywatelom.
Jednocześnie to doskonały katalizator dla Dicka. Z jednej strony musi być przy siostrze, która nagle staje się ofiarą własnych decyzji. Z drugiej Titans Tower zostaje zaatakowana, a intruzem jest chłopak z królikiem o imieniu Night-Hare, który zbyt mocno wierzy w swojego idola. Konflikt między obowiązkami osobistymi i bohaterskimi jest tu wyczuwalny niemal na każdej stronie.
Niespodziewany narrator i powrót Nite-Mite’a
Największym zaskoczeniem numeru jest jednak narrator, drobny, niebieski głosik, czyli powracający Nite-Mite. Ta piątym wymiarem podszyta istota, inspirowana klasycznym Bat-Mite’em, wprowadza do opowieści surrealistyczny, niemal absurdalny ton. Jednak zanim zdąży rozwinąć swoją rolę, zostaje brutalnie zaatakowany przez Zanniego z Cirque de Sin postaci, która zaskakująco wkracza do domeny piątego wymiaru i zmienia zasady gry.
Sam pomysł, by Nite-Mite dotąd traktowany raczej jako żart stał się elementem poważnego zagrożenia, jest odważny. Kiedy istota ta zostaje wyrzucona do naszego wymiaru w formie potężnego, purpurowego monstrum przejmującego Titans Tower, czytelnik dostaje wizualnie mocną i emocjonalnie ciężką scenę. Nite-Mite cierpi naprawdę, a Nightwing po raz pierwszy musi skonfrontować się z konsekwencjami obecności tej istoty w swoim życiu.
Dick Grayson – bohater między dwiema rolami
To, co Watters robi najlepiej, to pisanie samego Dicka. Nightwing w tym numerze jest jednocześnie bratem, politycznym obserwatorem, ulicznym bohaterem i graczem na arenie wydarzeń, które wykraczają poza ludzki wymiar. Konflikt między chęcią zaopiekowania się chłopcem Bryce’em (i jego królikiem), a świadomością, że nie może być dla niego mentorem, doskonale podkreśla, jak wiele odpowiedzialności już spoczywa na barkach Graysona.
Barbara Gordon również odgrywa swoją rolę, choć wciąż widać, że jej postać bywa spychana do roli wspierającej partnerki. Uwięzienie w Titans Tower daje jej jednak potencjalną szansę na więcej a interakcje z Bryce’em w kolejnych numerach mogą stać się ciekawym rozwinięciem.
Tempo i konstrukcja fabuły
Numer jest intensywny, pełen nagłych zwrotów akcji od dramatycznego wystąpienia Melindy, przez atak na Titans Tower, po ujawnienie nowego, tymczasowego kostiumu Dicka, dostarczonego przez Olivię Pearce. I choć tempo nie pozwala się nudzić, to czasem odczuwa się przeładowanie treścią. Wątki polityczne, technologiczne, rodzinne i piątym wymiarem podszyte nachodzą na siebie, co może utrudniać pełne skupienie się na emocjach.
Jednak w tym chaosie kryje się spójna wizja: Nightwing jako bohater, który nie tylko skacze po dachach i walczy z gangami, ale jest wplątany w większą sieć manipulacji od korporacji takich jak Spheric Solutions, aż po byty z piątego wymiaru.
Warstwa wizualna
Bruno Redondo i Sergio Acuña stworzyli w poprzednich runach pewien wizualny standard dla Nightwinga, ale trzeba przyznać, że tutaj sztuka Mike’a Soy’a trzyma wysoki poziom. Szczególnie dobrze wypadają sekwencje z Nite-Mite’em jego przemiana w purpurowego kolosa wygląda zarówno groteskowo, jak i tragicznie. Panel, w którym Melinda wspomina swoje decyzje z czerwonymi, rozedrganymi ramkami, to majstersztyk w budowaniu emocjonalnego napięcia.
Podsumowanie
Nightwing #127 to numer pełen pomysłów, odważny i miejscami chaotyczny, ale nie sposób odmówić mu siły oddziaływania. To świetny początek nowego arcu wciągający, emocjonalny i otwierający drzwi do jeszcze dziwniejszych wydarzeń. Watters udowadnia, że potrafi pisać Dicka Graysona jako bohatera „na wielu frontach”, a Soy wzmacnia narrację świetną, dynamiczną kreską.
To nie jest numer idealny,brakuje mu lepszego balansu w rolach postaci drugoplanowych, a niektóre wątki (jak polityczne machinacje Spheric Solutions) wydają się rozwleczone. Jednak jako całość działa i daje fanom Nightwinga solidną, emocjonującą dawkę przygody.
Moja Ocena: 8/10
Plusy:
+Świetne pisanie Dicka Graysona – bohater złożony, rozdarty, ale charyzmatyczny+Powrót Nite-Mite’a i jego nieoczekiwane znaczenie fabularne
+Zaskakujące i intensywne zwroty akcji
+Mocna warstwa wizualna, szczególnie sekwencje z Melindą i Nite-Mite’em
+Interesujący start nowego arcu z piątym wymiarem w tle
Minusy:
-Zbyt mała rola Barbary Gordon – sprowadzona głównie do funkcji partnerki-Wątki polityczne chwilami nadmiernie rozwleczone
-Przeładowanie treścią, które utrudnia skupienie się na emocjach
-Tymczasowy kostium od Olivii Pearce może budzić mieszane uczucia u fanów


