Recenzja komiksu: Uncanny X-Men #16 – Tajemnice Penumbry i niedopowiedziane zakończenie

 


Nowy numer Uncanny X-Men to z jednej strony wizualny majstersztyk, a z drugiej fabularna zagadka, która bardziej frustruje niż satysfakcjonuje. Choć David Marquez i Luciano Vecchio wynoszą tę serię na artystyczne wyżyny, scenariusz gubi się w niedopowiedzeniach i zbyt chaotycznym prowadzeniu wątków. To komiks, który ma wiele świetnych pomysłów, ale nie potrafi ich w pełni wykorzystać.

Najpiękniejsza seria z linii X

Zacznijmy od największego atutu oprawy graficznej. Marquez od samego początku odpowiadał za estetykę tej serii i nie zawiódł ani razu. Jego dynamiczna kreska, precyzja i świetne wyczucie ekspresji bohaterów nadają Uncanny X-Men unikatowy charakter. W tym numerze dołącza Luciano Vecchio – i trzeba przyznać, że to wybór absolutnie trafiony. Jego styl dużo lepiej komponuje się z Marquezem niż wcześniejsze „fill-iny”. Efekt? Komiks wygląda spójnie, a przejścia między planszami różnych artystów są niemal niezauważalne.

Sceny w Nowym Orleanie, gdzie mutanci zostają uhonorowani i wreszcie świętują swoje istnienie, wyglądają wręcz bajecznie. To prawdziwy oddech ulgi w świecie, w którym X-Men zwykle walczą o samo przetrwanie. Z kolei sekwencje w Penumbrze podziemnym czyśćcu stworzonym przez Gretę – są mroczne, duszne i idealnie kontrastują z nadzieją płynącą z otwarcia.

Penumbra i Shuvahrak – mitologia na miarę X-Men

Najciekawszym elementem scenariusza jest rozwinięcie mitologii mutantów poprzez Penumbrę. Greta, kobieta obdarzona mocą rzucania klątw, stworzyła ten świat jako karę dla tych, którzy zdradzili własne mutantcze rodziny. To koncept mocny, niepokojący i świetnie wpisujący się w metaforę mutantów jako ofiar systemowej nienawiści.

Shuvahrak, demoniczny strażnik Penumbry, oraz Henrietta, która pełni rolę jej opiekunki, dodają światu mistycznej głębi. Szczególnie uderzające są sceny, w których Hotoru zmusza dusze uwięzionych do wyznania grzechów przeciwko ich bliskim. Motyw „uwięzienia bez resocjalizacji” to niezwykle aktualny komentarz społeczny brutalny, ale potrzebny.

Problem z fabułą: kto właściwie jest Endlingiem?

Niestety, największym mankamentem tego numeru jest sposób, w jaki prowadzona jest główna tajemnica. Od miesięcy czytelnicy czekali na odpowiedź: kim jest Endling? Zakończenie tego numeru powinno być kulminacją całego wątku… a zamiast tego dostajemy nic. Zero jednoznacznej odpowiedzi.

Czy Endlingiem jest Jitter, której moc polega na kradzieży darów umarłych? To sugerują tropy – i faktycznie byłoby to logiczne. Ale komiks równie mocno sugeruje, że może chodzić o Ransoma, a może o Ember. Brak klarownego rozwiązania sprawia, że cała intryga traci na znaczeniu. Trudno nie czuć się rozczarowanym, skoro cała stawka została zbudowana wokół tej tajemnicy.

Wątki poboczne – za dużo czy za mało?

W numerze pojawia się kilka dodatkowych wątków. Gambit dostaje swoje momenty, ale jego subplot wydaje się oderwany od reszty historii. Henrietta, choć ciekawa, ostatecznie nie wpływa na główny rozwój akcji. To wszystko sprawia, że fabuła rozmywa się i brakuje jej spójności, a finał nie daje poczucia satysfakcji.

Siła drużyny i rozwój Outliers

Na plus trzeba zaliczyć rozwój młodszych mutantów Outliers. W tym numerze każdy z nich dostaje moment, by zabłysnąć, a ich dynamiczna relacja staje się coraz bardziej autentyczna. Co ważne, historia pokazuje, że nie chodzi tylko o walkę z demonami z zewnątrz, ale i o akceptację samego siebie. To zawsze była największa siła X-Men i tutaj wybrzmiewa bardzo dobrze.

Podsumowanie

Uncanny X-Men #16 to pięknie narysowany, ambitny, ale nie do końca udany numer. Świetna oprawa graficzna Marqueza i Vecchio, mocna koncepcja Penumbry i emocjonalny rozwój postaci nie są w stanie w pełni przykryć fabularnych niedopowiedzeń. Brak jasnej odpowiedzi na pytanie o tożsamość Endlinga sprawia, że finał tego arku zostawia czytelnika z frustracją zamiast satysfakcji.

Mimo to jako historia o odkrywaniu, co znaczy być X-Manem, o więziach i o akceptacji numer broni się i warto go przeczytać. Ale nie jest to arc, który zapisze się złotymi zgłoskami w historii mutantów.

Ocena końcowa: 7/10

Plusy:

+Fantastyczna oprawa graficzna (Marquez + Vecchio = duet idealny)

+Mocny, oryginalny koncept Penumbry i Shuvahraka

+Rozwój Outliers i silne przesłanie o akceptacji siebie

+Świetne kontrasty wizualne (Nowy Orlean vs Penumbra)

+Motywy resocjalizacji i rozliczania win w świecie mutantów

Minusy:

-Brak jasnej odpowiedzi w sprawie Endlinga – główny wątek traci sens

-Część wątków pobocznych (Henrietta, Gambit) wydaje się zbędna

-Finał pozostawia poczucie niedosytu i chaosu

-Momentami zbyt dużo niedopowiedzeń utrudniających lekturę