Recenzja Komiksu: Ultimate Spider-Man Vol. 1: Married with Children TP

 

Jonathan Hickman to nazwisko, które od lat elektryzuje świat komiksu. Autor odpowiedzialny za tak przełomowe dzieła jak Secret Wars, Avengers czy niedawny restart mitologii mutantów w House of X/Powers of X, słynie z tego, że potrafi nadać znanym bohaterom nowe życie, nowy kontekst i filozoficzną głębię. Tym razem postanowił zmierzyć się z ikoną Marvela Spider-Manem i już po pierwszym tomie zbiorczym nowej serii Ultimate Spider-Man jasne staje się, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym.

To nie jest kolejna wariacja na temat „ukąszenia pająka”, kolejny powrót Zielonego Goblina czy odgrzewanie schematów, które znamy od dekad. To opowieść o dojrzałym Peterze Parkerze mężu, ojcu i człowieku, który przez większość życia nie był Spider-Manem. Hickman, w duecie z fenomenalnym rysownikiem Marco Checchetto, prezentuje historię, która jednocześnie tchnie świeżością, a jednak zachowuje w sobie to, co najważniejsze w micie Człowieka-Pająka: odpowiedzialność, miłość i ciągłą walkę o zachowanie równowagi pomiędzy codziennością a heroizmem.

Filozoficzny Peter Parker

Największą siłą tej opowieści jest to, jak Hickman redefiniuje samego Petera. Od pierwszych stron widzimy bohatera, który nie tylko reaguje na kryzysy, ale zadaje sobie fundamentalne pytania: dlaczego?. Dlaczego miałby być Spider-Manem? Dlaczego jego wybory mają znaczenie? Co tak naprawdę oznacza odpowiedzialność, kiedy ma się rodzinę, dzieci i życie, które paradoksalnie już teraz wymaga heroizmu?

To nie jest lekki, młodzieńczy Peter znany z klasycznych przygód Stana Lee i Steve’a Ditko. To człowiek dojrzały, świadomy swoich braków, niepewności i porażek, ale też gotowy stanąć do walki o to, co najważniejsze. Hickman robi z niego postać filozoficzną, ale bez nadęcia Parker wciąż pozostaje pełen humoru, ironii i ciepła. Ta równowaga sprawia, że nie tracimy jego „everyman quality”, czyli tego elementu, który zawsze czynił go tak bliskim czytelnikom.

Serce historii – Mary Jane i rodzina Parkerów

Nie da się mówić o tym komiksie bez podkreślenia roli Mary Jane. Jej relacja z Peterem to w tej wersji fundament całości nie jest dodatkiem, ozdobnikiem ani dramatycznym punktem zapalnym, lecz sercem opowieści. Hickman prezentuje ich związek z dojrzałością i subtelnością: tu nie ma melodramatycznych scen ani wymuszonych konfliktów. Jest rozmowa, zaufanie, wzajemne wsparcie.

Scena, w której Peter dzieli się z MJ swoją tożsamością, nie jest punktem wybuchu, lecz momentem pięknej, intymnej szczerości. Ona nie odrzuca go, nie próbuje odwieść go od roli bohatera. Wręcz przeciwnie staje się jego sojuszniczką, kotwicą i głosem rozsądku. Dzięki temu relacja Parkera z Mary Jane jawi się jako jedno z najbardziej dojrzałych i autentycznych przedstawień miłości w historii Marvela.

A gdy do tego dodamy obecność dzieci, dynamikę rodzinną i ciepło codziennych scen, dostajemy coś, czego w Spider-Manie od dawna brakowało: bohatera, który walczy nie tylko z przestępcami, ale przede wszystkim o zachowanie swojego świata małego, prywatnego, ale dla niego najważniejszego.

Świat w cieniu Maker’a

Hickman nie byłby sobą, gdyby nie zadbał o szeroki kontekst. W tle wciąż wybrzmiewa echo Ultimate Invasion, a postać Maker’a rzuca długi cień na nową rzeczywistość Marvela. Co ważne, świat przedstawiony budowany jest stopniowo, przez interakcje bohaterów i drobne obserwacje. To metoda, którą scenarzysta opanował do perfekcji: nie zasypuje nas informacjami, lecz pozwala odkrywać reguły nowego status quo organicznie, poprzez doświadczenia postaci.

Na szczególną uwagę zasługują wątki drugoplanowe: relacja Bena Parkera i J. Jonaha Jamesona, którzy próbują uruchomić niezależny portal informacyjny, czy nowa interpretacja Gwen i Harry’ego. To elementy, które sprawiają, że świat Ultimate Spider-Man żyje, pulsuje i daje poczucie, że każdy z bohaterów ma swoje miejsce i swoją historię do opowiedzenia.

Warstwa graficzna – Marco Checchetto i David Messina

Marco Checchetto to obecnie jeden z najlepszych rysowników Marvela i tutaj ponownie udowadnia swój kunszt. Jego kreska jest dynamiczna, pełna detali, a jednocześnie klarowna. Spider-Man w jego interpretacji to postać w pełni atletyczna, dojrzała, o szerokiej sylwetce, ale nadal zachowująca pajęczą lekkość i elastyczność. Sceny akcji są widowiskowe, ale nigdy chaotyczne.

David Messina, który odpowiada za część zeszytów, nie dorównuje Checchetto pod względem ekspresji, ale jego praca wciąż stoi na wysokim poziomie. Ważne jest, że jego styl nie burzy tonu całości przejście pomiędzy artystami jest płynne i nie wybija z rytmu opowieści.

Komiks, na który czekałem

Przez lata Spider-Man w głównym uniwersum Marvela krążył w kółko: problemy w pracy, kolejne nieudane związki, powtarzające się starcia z odwiecznymi wrogami. Tymczasem Hickman udowadnia, że można opowiedzieć o Parkerze inaczej – z perspektywy mężczyzny, który ma rodzinę, zobowiązania i inne priorytety.

Czy to oznacza, że „stary” Spider-Man stracił swoją aktualność? Absolutnie nie. Ale Ultimate Spider-Man pokazuje, że nowe pomysły i dojrzałe podejście mogą tchnąć w tę postać zupełnie nową energię. To tytuł, który działa zarówno jako odświeżenie dla fanów zmęczonych powtarzalnością, jak i świetny punkt wejścia dla nowych czytelników.

Podsumowanie

Ultimate Spider-Man Vol. 1: Married with Children to jeden z najlepszych startów nowej serii Marvela od lat. Hickman daje nam Spider-Mana filozoficznego, ale wciąż głęboko ludzkiego; Checchetto rysuje jak w transie, a relacje rodzinne i światotwórstwo sprawiają, że historia jest jednocześnie kameralna i epicka.

Nie jest to komiks idealny zabrakło nieco więcej miejsca dla Mary Jane w pierwszym tomie, a zmiany rysowników mogłyby być potencjalnie problematyczne w dłuższej perspektywie ale całość i tak broni się znakomicie. To Spider-Man, jakiego potrzebowaliśmy: świeży, dojrzały, a jednocześnie wierny swojemu dziedzictwu.

Plusy:

+Filozoficzne, ale autentyczne podejście do Petera Parkera

+Dojrzała i pięknie poprowadzona relacja z Mary Jane

+Świetne światotwórstwo, budowane subtelnie i organicznie

+Dynamiczna, szczegółowa i widowiskowa kreska Marco Checchetto

+Nowe spojrzenie na klasyczne postaci drugoplanowe

+Doskonały balans pomiędzy intymnością a epicką skalą

Minusy:

-Mary Jane mogłaby mieć więcej scen w pierwszym tomie

-Zmiana rysowników (Checchetto → Messina) może być dla niektórych zauważalna

-Historia dopiero się rozkręca – część czytelników może oczekiwać szybszego tempa

Moja Ocena: 9/10