Recenzja Komiksu: Amazing Spider-Man #8 – solidny krok naprzód, ale wciąż z problemami
Joe Kelly powraca z kolejną odsłoną swojej historii, w której Spider-Man konfrontuje się z tajemniczym Hellgate’em. Ósmy numer kontynuuje ten wątek niemal bezpośrednio, oferując czytelnikom dalszą część brutalnego starcia, przeplataną retrospekcjami i krótkimi scenami pobocznymi. Choć całość nie pozbawiona jest wad, widać tu także przebłyski naprawdę dobrej narracji i powrotu do korzeni emocjonalnych Spider-Mana.
JRJR znów w formie
Nie ma co ukrywać John Romita Jr. to artysta, który od dekad dzieli fanów, ale jedno trzeba mu oddać: gdy rysuje walki, czuć w nich ciężar i dynamikę. W Amazing Spider-Man #8 wyraźnie widać, że JRJR czuje się jak ryba w wodzie sekwencje pojedynku z Hellgate’em mają odpowiednie tempo, świetnie prowadzą wzrok czytelnika i pozwalają odczuć brutalność starcia.
Choć wcześniejszy numer bywał surowy graficznie, tym razem większość plansz prezentuje się zdecydowanie lepiej krew, pot, piach i gruz nadają walce ciężaru, a przy tym nie zatracają czytelności. Warto docenić fakt, że Romita pokazuje Petera jako bohatera silnego, ale nie niezwyciężonego kolejne ciosy Hellgate’a naprawdę bolą, a Spider-Man coraz wyraźniej traci siły.
Czy to „najbardziej brutalna walka w historii Spider-Mana”? Zdecydowanie nie. Porównując ją do starć z Hobgoblinem czy Morlunem, widać, że Marvel mocno przesadził z marketingiem. Ale to wciąż solidny, efektowny pojedynek, który JRJR opowiada z pasją.
Kelly i lekcja od Wuja Bena
Najciekawszym elementem numeru są retrospekcje. Joe Kelly konsekwentnie wraca do młodości Petera, tym razem skupiając się na lekcji boksu od Wuja Bena. Wydaje się to prostym zabiegiem, ale jego wydźwięk działa znakomicie Ben tłumaczy młodemu Parkerowi, że czasem walka jest konieczna, jeśli stawką jest życie lub bezpieczeństwo bliskich.
Ta nauka znajduje odzwierciedlenie w finałowych stronach, kiedy Spider-Man, obolały i ledwo trzymający się na nogach, wciąż stara się chronić niewinnych i nie daje się złamać. Kelly bardzo dobrze rozumie Petera jego wewnętrzny monolog, determinacja i gotowość do poświęceń nadają historii emocjonalnego ciężaru, którego brakowało w wielu wcześniejszych runach.
Hellgate – obietnica czy rozczarowanie?
Największym problemem tego numeru pozostaje sam Hellgate. Jego konstrukcja jako przeciwnika balansuje między fascynującą tajemnicą a pustym kliszem. Z jednej strony jego brutalność i obsesja na punkcie walki czynią go realnym zagrożeniem, z drugiej brakuje mu charyzmy i głębszej motywacji.
Dodatkowo nowy wątek z postacią Nikodimu, który każe Hellgate’owi oszczędzić Spider-Mana, wygląda jak przygotowanie gruntu pod większą sagę. To może być ciekawy kierunek, ale na razie przypomina bardziej teaser niż spójną część opowieści.
Interludia: MJ, Paul i Black Cat
Krótka scena z MJ, Paulem i Dylanem to zaskakująco istotny moment numeru. Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak drobny epizod, wielu czytelników dostrzeże w niej sygnał, że relacja MJ i Paula zmierza ku rozpadowi. To może otworzyć drogę do powrotu MJ i Petera wątek, którego fani od dawna się domagają.
Problemem pozostaje jednak fakt, że sceny z drugoplanowymi bohaterami wciąż sprawiają wrażenie wklejonych na siłę. Black Cat, podobnie jak w poprzednim numerze, pojawia się na krótko i bez realnego znaczenia dla fabuły. To niestety kolejny dowód na to, że obsada poboczna w tym runie jest wykorzystywana nierówno.
Pacing i struktura opowieści
Największym grzechem Kelly’ego jest tempo narracji. Dwie kolejne odsłony to praktycznie jeden, długi pojedynek z Hellgate’em, co w wydaniu miesięcznym szybko męczy. Owszem, Kelly stara się urozmaicać akcję retrospekcjami i krótkimi interludiami, ale wciąż pozostaje wrażenie przeciągania wątków. To ten typ decompression, który w serii ukazującej się dwa razy w miesiącu może zabić dynamikę.
Jednocześnie jednak nie sposób nie zauważyć, że Kelly potrafi w tym chaosie przemycić wartościowe refleksje i emocje. Dzięki temu Amazing Spider-Man #8 nie jest zwykłym „fillerem”, lecz numerem, który choć niedoskonały zostawia pewien ślad.
Podsumowanie
Amazing Spider-Man #8 to numer nierówny, ale w najlepszych momentach naprawdę satysfakcjonujący. Kelly udowadnia, że świetnie rozumie Petera jako postać i potrafi wpisać w superbohaterską akcję uniwersalne lekcje o odwadze i odpowiedzialności. JRJR wraca w dobrej formie, serwując dynamiczne i przejrzyste sekwencje walki.
Problemem pozostaje jednak Hellgate przeciwnik efektowny, lecz pozbawiony głębi oraz zbyt rozwleczone tempo opowieści. To wciąż historia, którą czyta się dobrze, ale której brakuje iskry, by stać się czymś więcej niż „solidnym Spider-Manem”.
Moja Ocena: 7/10
Plusy:
+świetnie napisany wewnętrzny monolog Petera, dobrze oddający jego charakter,+dynamiczna i brutalna, choć czytelna walka narysowana przez JRJR,
+retrospekcje z Wujem Benem – proste, ale trafiające w sedno,
+interesujący foreshadowing w scenie z MJ i Paulem,
+kilka naprawdę udanych kadrów akcji.
Minusy:
-Hellgate wciąż wypada wtórnie i bez charyzmy,-przeciągnięta narracja – dwie kolejne części to praktycznie jedna walka,
-obietnica „najbardziej brutalnej walki” okazuje się marketingową przesadą,
-wątki poboczne zbyt marginalne i pozbawione znaczenia,
-brak prawdziwego napięcia, które utrzymałoby uwagę na dłużej.


