Recenzja Komiksu: One World Under Doom #1 – „Tylko Doom może nas ocalić”
Marvel od lat serwuje nam eventy – jedne pamiętne, inne zapomniane już w dniu premiery. Jednak One World Under Doom autorstwa Ryana Northa z rysunkami R.B. Silvy to wydarzenie, które od samego początku stara się wyróżnić. Nie tylko poprzez ogromny rozmach, ale przede wszystkim dzięki odważnemu pytaniu: czy Doktor Doom, klasyczny arcyłotr Marvela, rzeczywiście musi być postrzegany jako złoczyńca?
Świat według Dooma
Pierwszy zeszyt zaskakuje od samego otwarcia. Doom nie atakuje bohaterów wprost, nie rzuca się na Avengers z kolejną machiną zagłady. Zamiast tego prezentuje wizję świata, w którym jego rządy – autorytarne, lecz skuteczne – miałyby poprawić życie miliardów. To właśnie tu tkwi geniusz tej historii: czytelnikowi trudno od razu odrzucić jego propozycję, bo brzmi ona kusząco, a momentami wręcz logicznie.
Oczywiście, wszystko to jest opakowane w typową dla Dooma megalomanię i teatralne gesty. Ale kiedy bohaterowie reagują impulsywnie, próbując go powstrzymać siłą, to właśnie Doom odwraca ich strategię przeciwko nim, demaskując ich jako nieprzygotowanych i krótkowzrocznych.
Bohaterowie w ogniu pytań
Ryan North świetnie rozpisuje dynamikę między postaciami – od ikonicznych Avengersów i Fantastycznej Czwórki, po mniej spodziewane wybory jak Squirrel Girl czy Nancy Whitehead. Obecność tych ostatnich budzi pytania (czy naprawdę powinni być w centrum wydarzeń tej skali?), ale widać, że North bawi się tym, wprowadzając swoje „ulubione postacie z drugiego planu” i nadając im zaskakująco dużo charakteru.
Dialogi są naturalne i trafione. Rozmowy Tony’ego Starka z innymi bohaterami błyszczą ironią, a pojedynek słów pomiędzy Baronem Zemo a Doomem to jedna z najlepszych wymian ripost w całym numerze. Sceny „wszyscy siedzą przy stole i omawiają problem” – tak częste w eventach Marvela – tutaj wypadają wyjątkowo dobrze, głównie dzięki imponującym rozkładówkom Silvy.
R.B. Silva – siła i słabość oprawy
Pod względem wizualnym zeszyt to uczta, choć z kilkoma zastrzeżeniami. Silva doskonale odnajduje się w klimacie „wielkiego wydarzenia”, serwując epickie splash page’e – jak choćby moment, gdy Sue Storm ujawnia niewidzialny samolot, czy gdy Doom przemawia do Narodów Zjednoczonych. To są obrazy, które na długo zapadają w pamięć.
Z drugiej strony, niekiedy przesyt efektów i kolorów (zwłaszcza lens flare’y i intensywne kontrasty) sprawia, że niektóre kadry są zbyt chaotyczne. Styl Silvy bywa krytykowany jako „imitacja Larrazowskiej spektakularności” – i faktycznie, brakuje mu własnej tożsamości. Mimo to, całościowo oprawa wizualna działa i wzmacnia klimat monumentalnego eventu.
Doom jako głos rozsądku?
Największą siłą tego komiksu jest jednak sposób, w jaki Ryan North pisze Dooma. Nie jest on tu karykaturą złoczyńcy, a raczej wizjonerem – być może niebezpiecznym, ale budzącym fascynację. Jego przemowy mają wagę, są napisane z wyczuciem i charyzmą. W pewnym momencie naprawdę można się złapać na myśli: „Może rzeczywiście tylko Doom może nas ocalić?”.
To stawia czytelników w ciekawym miejscu – kibicują bohaterom, ale jednocześnie zadają sobie pytania podobne do tych, które dręczą samych Avengers. Jeśli życie większości ludzkości rzeczywiście by się poprawiło, czy walka z Doomem jest moralnie uzasadniona?
Mocny start, choć nie bez wad
Pierwszy zeszyt nie jest wolny od problemów. Start historii wydaje się mniej spektakularny, niż zapowiadano – zwłaszcza po teaserze w Blood Hunt #5, który obiecywał bardziej złowieszczy ton. Tempo narracji bywa nierówne, a obecność niektórych postaci wydaje się wręcz losowa. Widać też brak odpowiedniego „podbudowania” w poprzednich tytułach – dla części czytelników może to sprawiać wrażenie historii pojawiającej się trochę znikąd.
Mimo to, One World Under Doom to fascynujący początek eventu. To komiks gęsty od treści, pełen energii, dobrze napisanych dialogów i przede wszystkim – nietypowego podejścia do Dooma, który jawi się jako przeciwnik, ale niekoniecznie czarny charakter.
Podsumowanie
One World Under Doom #1 to mocne otwarcie nowej ery Marvela. Nie jest idealne – momentami chaotyczne, chwilami zbyt wygładzone – ale zadaje pytania, których nie spodziewamy się po typowym evencie. Ryan North i R.B. Silva tworzą świat, do którego chce się wracać, a sam Doom staje się osią, wokół której buduje się narracja znacznie bardziej złożona niż prosty konflikt dobra ze złem.
Ocena końcowa: 8/10
Plusy:
+Fascynująca interpretacja Dooma jako wizjonera+Świetne dialogi, szczególnie między bohaterami a złoczyńcami
+Epickie, zapadające w pamięć rozkładówki R.B. Silvy
+Intrygująca mieszanka obsady (Avengers, F4, ale też mniej spodziewane postacie)
+Gęstość i „mięsistość” fabuły – dużo treści w jednym zeszycie
Minusy:
-Chwilami przesyt kolorów i efektów w warstwie graficznej-Nierówne tempo narracji
-Brak wyraźnego budowania wstępu w innych seriach Marvela
-Niektóre postacie wydają się dobrane zbyt przypadkowo
-Start mniej spektakularny niż zapowiadano w teaserach


