Recenzja Komiksu: Batman #160 – HUSH2: Chaotyczna kontynuacja, która nie rozumie własnego dziedzictwa

 



Hush 2 miało być wydarzeniem. Dostało się wszystkim – i słusznie. Batman #160 niestety tylko pogłębia kryzys. To już trzeci zeszyt z tej rzekomej kontynuacji kultowego „Batman: Hush” autorstwa Jepha Loeba. Ale jeśli cokolwiek z tego „Hush” tu zostało, to jedynie cienie wspomnień i trochę marketingu.

Gdy wydaje się, że seria nie może zejść niżej – Batman #160 udowadnia, że może. I zrobi to z przytupem.

Fabuła: Uciekający pociąg bez kierunku

Jeśli po #158 i #159 ktoś jeszcze miał nadzieję, że fabuła się wyprostuje, Batman #160 ostatecznie ją odbiera. Historia rzuca nami po scenach bez sensownego tempa. Flashbacki mieszają się z dziwnymi, agresywnie skonstruowanymi konfrontacjami. Każdy członek Bat-Rodziny ma swoje pięć minut, ale nikt nie wychodzi z tego dobrze.

Najgorszy moment? Damian Wayne... ramię w ramię z Bane’em. Tak, tym Bane’em. Gościem, który zabił Alfreda. Bane nagle ma być częścią „planu ratunkowego”? Damian, który zaledwie kilka numerów temu chciał się odciąć od toksycznej przeszłości, teraz rzuca się w objęcia tego samego człowieka, który zniszczył jego rodzinę? To nie jest dramat. To absurd.

Charakterologia: Bat-Familia w krzywym zwierciadle

W „Hush 2” nikt nie zachowuje się jak powinien. Bruce Wayne to nie milczący strateg z głębokim moralnym kręgosłupem, ale emocjonalnie niestabilny, agresywny autokrata. Jason Todd? Zredukowany do szarej masy gniewu i frustracji, podatny na manipulacje jak postać z taniego dramatu z programu CW.

Red Hood w tej wersji daje się ograć Hushowi jak dziecko bez ironii. Ten sam Jason, który przez lata budował swoją tożsamość wokół nieufności i niezależności, teraz wygląda, jakby przeczytał tylko pierwszą stronę swojego scenariusza. A jego kłótnia z Dickiem to nie tragiczny konflikt braci, tylko wymiana suchych frazesów na poziomie szkolnego przedstawienia.

Riddler, Hush i tajemnice, których nikt nie chce rozwiązywać

Wątki Husha i Riddlera są pisane tak, jakby Loeb chciał zasugerować wielką intrygę ale zapomniał, że zagadka powinna mieć odpowiedź. Nygma przypomina Teda Granta na sterydach, rzuca pseudofilozoficzne onelinery, które mają brzmieć tajemniczo, ale są raczej... irytujące.

Silence nowa postać rzekomo będąca dziedzicem Husha ponownie pojawia się tylko po to, by wyglądać groźnie i zniknąć bez znaczenia. Nadal nie wiemy, co robi, dlaczego to robi, i czemu w ogóle istnieje.

Moment dramatyczny, czyli… znowu broń

Najgłośniejszy element zeszłego numeru Batman celujący z broni w Jasona to nie był incydent. To nowa norma. W #160, przemoc i szok są nadal priorytetem. Bruce rzuca się na członków swojej rodziny bez cienia refleksji, bez strategii. Jakby autor zapomniał, że Batman to nie tylko pięści, ale przede wszystkim umysł.

Jason dosłownie pistol-whipuje Batmana, który wcześniej… zastrzelił go (albo nie?). Kilka stron później Hush przyjmuje podobny cios jakby to był poklepanie po ramieniu. Gdzie tu logika? Gdzie stawki?

Dialogi: Pusta forma bez treści

Dialogi są wymuszone, drętwe, i zaskakująco nienaturalne. Postacie nie rozmawiają one deklamują. Bruce myśli na głos jak narrator z taniego audiobooka. Jason powtarza swoje motywy w kółko, jakby czytał z cue-cardu.

W najlepszym razie brzmi to jak próbna wersja napisana przez AI. W najgorszym jakby scenarzysta nie znał żadnej z postaci, które pisze.

Artystyczne ocalenie? Tylko częściowo

Jim Lee wciąż ma momenty. Tak, niektóre kadry nadal zachwycają szczególnie retrospekcje i pojawienie się Damiana z Bane’em (mimo że fabularnie to nonsens). Jest klimat. Światło, cień, kompozycja technicznie bez zarzutu.

Ale to niewystarczające, by uratować tonący okręt. Część scen wygląda pośpiesznie. Mimika postaci jest sztywna, a niektóre tła sprawiają wrażenie „niedokończonych”.

Podsumowanie: Batman, który sam nie wie, kim jest

„Batman: Hush 2” nie tylko nie dorasta do legendy pierwowzoru on tej legendy nie rozumie. Batman #160 to zbiór agresywnych decyzji, postaci pozbawionych logiki, i fabularnych twistów, które nie mają żadnej wartości, jeśli nie stoją za nimi emocje lub spójna motywacja.

Jeph Loeb może i stworzył arcydzieła, ale obecna wersja jego Batmana to postać wykastrowana z duszy, celowo edgelordowska i pozbawiona kontaktu z aktualnym uniwersum DC. Zamiast zbudować coś nowego na fundamentach przeszłości, „Hush 2” próbuje odtworzyć magię – ale zapomniało zaprosić magika.

Plusy:

+ Kilka paneli autorstwa Jima Lee nadal prezentuje wysoki poziom wizualny

+ Motyw damasceńskiej stali 

+ Spotkanie Red Hooda i Nightwinga 

Minusy:

– Bane i Damian jako duet: kompletnie niewiarygodne

– Jason Todd zredukowany do pionka w taniej intrydze

– Bruce Wayne jako brutalny socjopata: łamie wszystko, co budowało postać przez dekady

– Narracja pozbawiona tempa i sensu – historia skacze między wątkami bez spoiwa

– Riddler i Silence to nie zagadki – to błędnie napisane postacie bez celu

– Dialogi brzmią jak szkice AI, nie realna rozmowa

– Totalny brak szacunku dla continuity DC i wcześniejszych runów

Ocena końcowa: 3/10

Batman #160 nie jest tylko rozczarowaniem – to przestroga. Komiks, który chce być wielką historią, ale sam nie wie, jak ją opowiedzieć. Fani Batmana zasługują na więcej. Prosze niech już nadejdzie wrzesień i nowy Batman #1 !!