Recenzja komiksu "Batman #157" – Koniec pewnej ery, ale czy udany?
Chip Zdarsky kończy swoją przygodę z Batmanem w Batmanie #157, ostatnim rozdziale historii Dying City. To zeszyt, który próbuje połączyć wszystkie wątki rozrzucone w poprzednich częściach – od rosyjskich szpiegów i fałszywego superbohatera po zagadki Riddlera i tajemniczego "brata" Bruce’a Wayne’a. Niestety, choć momentami ekscytujący, ten finał jest nierówny, pełen niedopowiedzeń i dziwnych decyzji narracyjnych, które sprawiają, że całość pozostawia uczucie niedosytu.
"Wielki finał" – Ale czy naprawdę wielki?
Zdarsky stara się dać czytelnikom widowiskowe zakończenie, a pod pewnymi względami mu się to udaje. Scena pościgu za samolotem, w której Batman odrywa jego skrzydła, by wylądować na ulicy Gotham, a następnie wykorzystuje impet, by zaatakować KG Beasta, jest absurdalna, ale też… całkiem epicka. To moment, który przypomina najlepsze akcyjne popisy z czasów Failsafe, choć brakuje mu tej samej grawitacyjnej (dosłownie i w przenośni) konsekwencji.
Walka Batmana z Commanderem Starem (czyli KG Beastem w przebraniu) ma swoje mocne strony, w tym jeden szczególnie brutalny moment ("I gotta HAND it to Chip" – tak, dosłownie), który przywodzi na myśl Bat-Man of Gotham. Niestety, sama konfrontacja kończy się dość szybko, a cały wątek politycznego thrillera, który miał być jednym z filarów tej opowieści, zostaje rozwiązany w sposób, który wydaje się… powierzchowny.
"Zapomniany brat" i inne porzucone wątki
Jednym z największych problemów tego zeszytu (i całego runu Zdarsky’ego) jest sposób, w jaki traktuje wprowadzone wątki. Postać rzekomego brata Bruce’a Wayne’a, który pojawił się w poprzednich numerach, okazuje się kompletnie nieistotna – nie dość, że nie pamiętamy nawet jego imienia, to jego rola sprowadza się głównie do narzekania, że Bruce nie wydaje wystarczająco dużo pieniędzy.
Podobnie rzecz się ma z:
Vandalem Savage’em jako komisarzem – Dlaczego w ogóle został w tej roli?Court of Owls jako rosyjskimi agentami – Ciekawy pomysł, ale nigdy nie rozwinięty.
Śmierć Nakano – Postać, która przeszła rozwój, ginie nagle i bez znaczenia.
To wszystko sprawia, że finał wydaje się pospieszny, jakby Zdarsky musiał nagle zawinąć wszystkie wątki, zanim przejmie go kolejny autor.
"Zdarsky’ego Batman – Era wielkich idei, ale też wielkiego chaosu"
Cały run Chipa Zdarsky’ego na Batmanie był… dziwny. Z jednej strony mieliśmy genialne momenty (Failsafe, Mindbomb), z drugiej – historie, które kompletnie się nie udały (Gotham War). Ten finał wpisuje się w ten schemat – są tu świetne sceny akcji, kilka mocnych momentów dla bohaterów (np. Gordon mierzący się z konsekwencjami swoich czynów), ale też mnóstwo nierozwiązanych wątków i decyzji, które pozostawiają pytania.
Największym problemem jest polityczny aspekt – Zdarsky próbował poruszyć tematy korupcji, dezinformacji, zimnowojennych intryg, a nawet kryptowalut, ale wszystko to jest tak przeładowane, że nic z tego nie ma prawdziwej wagi. Co gorsza, zarówno Bruce, jak i Gordon zostają "oczyszczeni" z winy (bo przecież byli pod wpływem kontroli umysłu), co sprawia, że cały moralny ciężar tej opowieści znika.
Plusy:
+ Epickie sceny akcji – Lądowanie samolotu i walka z KG Beastem to czysta, komiksowa rozrywka.
+ Kilka mocnych momentów charakterystycznych – Gordon i Batman mają chwile, które przypominają, dlaczego ich relacja jest tak dobra.
+ KG Beast jako Commander Star – Pomysłowo przerobiony na współczesną metaforę propagandy.
Minusy:
- Zbyt wiele porzuconych wątków – "Brat" Bruce’a, Savage jako komisarz, Court of Owls – wszystko to zostaje bez satysfakcjonującego finału.
- Przeładowanie tematami politycznymi – Zdarsky chciał powiedzieć za dużo, a w efekcie nie powiedział nic konkretnego.
- Niedopracowany finał – Czuje się, że historia musiała się szybko skończyć, przez co wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych.
Ocena: 6.5/10
Batman #157 to nierówny finał nierównego runu. Są tu momenty, które działają świetnie (akcja, niektóre dialogi), ale też wiele takich, które sprawiają wrażenie niedokończonych. Jeśli podobały Ci się poprzednie zeszyty Dying City, ten da Ci zamknięcie – ale niekoniecznie takie, na jakie zasługiwała ta historia.
Co dalej? Teraz czas na Hush 2 i nowy rozdział w historii Batmana. Miejmy nadzieję, że następny autor będzie miał więcej przestrzeni do eksperymentów – i mniej ingerencji editorialnych.


