Recenzja komiksu: Wolverine #11 – brutalna walka, rozczarowujący finał
Każdy, kto śledzi przygody Logana, wie, że starcia z Sabretoothem to klasyka gatunku – dzika brutalność, krew i napięcie między dwoma postaciami, które definiują siebie nawzajem. Wolverine #11 w dużej mierze opiera się właśnie na tym schemacie: to numer, który w niemal całości jest jednym wielkim pojedynkiem między Wolverine’em a Victorem Creedem. I choć pod względem intensywności oraz dynamiki można mówić o widowisku, fabularnie i emocjonalnie dostajemy mieszankę mocno nierówną.
Walka, która miała być epicka
Martín Cóccolo bez wątpienia potrafi rysować brutalność krew leje się strumieniami, uderzenia są mocno zaakcentowane, a sam klimat walki ma ciężar i dzikość, której oczekują fani. Najlepiej widać to w sekwencjach, gdy Logan przebija się przez ściany i okna zwłaszcza w momencie, gdy pada kultowe „best there is” podczas wyskakiwania z budynku. To scena, która aż prosi się o zapamiętanie.
Jednakże sama choreografia starcia rozczarowuje. O ile poszczególne kadry wyglądają efektownie, to w całości przypomina to raczej serię przypadkowych ciosów niż przemyślaną, płynną walkę. Wolverine i Sabretooth to wojownicy, którzy powinni walczyć jak bestie, ale i jak doświadczeni zabójcy tu brakuje strategii, tempa czy momentów zaskoczenia. Dostajemy po prostu cios za ciosem, bez prawdziwej dramaturgii.
Monologi Logana – mocny punkt
Saladin Ahmed od początku swojej serii pokazuje, że rozumie, jak pisać wewnętrzny głos Wolverine’a. Jego introspekcja w Wolverine #11 jest jedną z najjaśniejszych stron numeru. Logan nie tylko walczy z Sabretoothem, ale i ze swoimi wspomnieniami a chwilami, gdy narrator „zamyka się” wewnątrz jego głowy, historia zyskuje ciężar emocjonalny. To daje postaci głębię, której same starcia nie byłyby w stanie dostarczyć.
Matka, która nie była matką
Poprzedni numer zszokował czytelników powrotem matki Logana – wątek z potencjałem, mogący otworzyć nowe, nietypowe obszary psychologii postaci. Niestety, Wolverine #11 rozwiewa tę iluzję dość szybko i mało satysfakcjonująco. Okazuje się, że cała intryga to efekt manipulacji ze strony Masterminda.
Z jednej strony dobrze, że Marvel nie poszedł w kontrowersyjną drogę faktycznego wskrzeszenia matki, bo mogłoby to naruszyć spójność historii Logana. Z drugiej jednak twist okazuje się mało ekscytujący. Mastermind nie jest postacią, która porywa wyobraźnię, i jego rola w tej historii bardziej rozczarowuje, niż budzi emocje. Tym samym obiecujący motyw „powrotu matki” zostaje zamieniony na dość przeciętną sztuczkę narracyjną.
Zmarnowana szansa
Problem Wolverine #11 polega na tym, że to numer, który miał potencjał być przełomowy, a stał się zaledwie „kolejnym” starciem Logana z Sabretoothem. Zabrakło świeżości i odwagi, by zrobić coś naprawdę nowego. Ahmed stara się pogłębiać postać Wolverine’a, ale robi to w sposób zbyt zachowawczy a końcowy twist tylko potwierdza, że seria ugrzęzła w schematach.
Dodatkowym minusem jest fakt, że Sabretooth mimo całej brutalności walki sprawia wrażenie niemal niezniszczalnego, co osłabia wiarygodność starcia. Logan zadaje mu dziesiątki ciosów swoimi adamantowymi pazurami, a efektów jest jak na lekarstwo. Zamiast dramatyzmu otrzymujemy sztampę.
Na plus – klimat i brutalność
Nie można jednak powiedzieć, że numer nie ma mocnych stron. Brutalny klimat walki, mocne kadry Cóccolo i dobrze napisane monologi wewnętrzne Wolverina tworzą kilka naprawdę angażujących momentów. Jeśli ktoś czyta tę serię dla krwawego widowiska, Wolverine #11 spełnia swoją rolę.
Podsumowanie
Wolverine #11 to numer, który balansuje między widowiskiem a rozczarowaniem. Dostajemy brutalną walkę, mocny klimat i parę świetnych momentów dialogowych, ale całość nie wnosi niczego świeżego do mitologii postaci. Zakończenie z Mastermindem okazuje się bardziej „okej” niż „wow”, a brak choreografii w starciu z Sabretoothem sprawia, że potencjalnie epicki pojedynek szybko staje się monotonią.
To nie jest zły komiks ale przy bohaterze tak ikonicznym jak Wolverine, oczekiwania są znacznie wyższe. Dlatego trudno nie odczuwać niedosytu.
Ocena: 6/10
Plusy:
+Brutalny klimat starcia Wolverine vs Sabretooth+Kilka efektownych kadrów Cóccolo, zwłaszcza przy scenach destrukcji
+Wewnętrzne monologi Logana dodają postaci głębi
+Scena z „best there is” robi wrażenie
Minusy:
-Brak przemyślanej choreografii walki – wszystko sprowadza się do ciosów bez ładu i składu-Twist z Mastermindem rozczarowuje i wydaje się wtórny
-Zmarnowany potencjał wątku matki Logana
-Sabretooth prezentowany jako zbyt „odporny” – brak konsekwencji obrażeń
-Numer jako całość wydaje się zbyt przewidywalny i przeciętny


