Recenzja komiksu: Amazing Spider-Man #9

 

Nowy numer „Amazing Spider-Man” to początek kolejnego wątku fabularnego, ale już od pierwszych stron widać, że mamy do czynienia z czymś boleśnie wtórnym. Niestety, zamiast ekscytującego startu nowego rozdziału przygód Petera Parkera, dostajemy kolejny raz historię, która wygląda jak recykling dawnych pomysłów – i to w nie najlepszym wydaniu.

Peter czy nie Peter?

Największym problemem numeru jest to, że cała intryga wydaje się od początku zbyt oczywista. „Peter Parker” zachowuje się kompletnie nie w swoim stylu – mówi i działa w sposób wyraźnie niepasujący do bohatera, którego znamy od dekad. Widać, że autorzy próbują budować napięcie wokół pytania, czy to naprawdę Peter, czy może ktoś inny (wszystko wskazuje na Bena Reilly’ego / Chasma). Problem w tym, że ta „tajemnica” jest tak topornie zarysowana, że trudno uwierzyć, by ktokolwiek dał się na nią nabrać. Zamiast intrygi – mamy irytację i poczucie déjà vu.

Powtarzalność i puste strony

Scenariusz Kelly’ego cierpi na typowe dla jego runu problemy: zbyt wiele stron zajmuje tu opowiadanie rzeczy, które mogłyby być zamknięte w połowie miejsca. Historia wlecze się niemiłosiernie, a jednocześnie przypomina do złudzenia poprzednie fabuły – od „Superior Spider-Man” przez run Spencera aż po „Beyond”. W efekcie to, co powinno być ekscytującym punktem zwrotnym, staje się kolejną odsłoną niekończącego się cyklu „co zrobił Peter i dlaczego zachowuje się inaczej niż zwykle?”.

Co gorsza, redakcja również nie popisała się czujnością – np. postać Randy’ego mówi, że Peter „nigdy nie ghostuje przyjaciół”, co jest jawnym zaprzeczeniem wydarzeń z poprzednich runów. To szczegół, ale uderzający w spójność całej narracji.

Villaini na plus i minus

Kilka elementów wypada lepiej. Tombstone jako nowy „król przestępczości” Nowego Jorku wciąż robi wrażenie i dobrze, że jego status przetrwał poza runem Zeb’a Wellsa. Shocker również jest traktowany poważniej niż zazwyczaj – choć nowy design kostiumu budzi ogromne kontrowersje. Dodane przewody i bateria na plecach wyglądają groteskowo i kompletnie niepotrzebnie komplikują postać, która najlepiej działa w swojej klasycznej, prostej formie.

Niestety, reszta galerii złoczyńców wypada blado, a koncept Aftershocks to kalkomania starych pomysłów – mieliśmy już podobne „wersje pochodne” Zielonego Goblina czy Sępa w runie Dana Slotta. To kolejny dowód na brak świeżości i ryzyko powtarzania w kółko tych samych wątków.

MJ, Venom i emocje

Wątek Mary Jane jako Venoma, choć potencjalnie interesujący, tutaj również traci impet. Rozmowa Petera (czy „Petera”) z MJ powinna nieść duży ładunek emocjonalny – rozczarowanie, gniew, potrzebę dystansu – ale przez niepewność co do tożsamości bohatera i chaos narracyjny trudno w ogóle zaangażować się w tę relację. Zamiast dramatu mamy dziwny, chłodny dystans, który jeszcze bardziej podkreśla brak pomysłu na kierunek fabuły.

Strona wizualna

Na szczęście oprawa graficzna ratuje część numeru. Michael Dowling wypada solidnie – jego kreska jest płynna, a kolory wnoszą energię i dynamikę, której brakuje w scenariuszu. To ogromna poprawa w porównaniu z sztywnym i często krytykowanym stylem Johna Romity Jr. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet najlepsze rysunki nie przykryją narracyjnych mielizn.

Podsumowanie

„Amazing Spider-Man #9” to niestety kolejny dowód na to, że seria ugrzęzła w schematach i brakuje jej świeżych pomysłów. Zamiast odważnej nowej opowieści, otrzymujemy mdłą wariację na temat dobrze znanych motywów – z nieudolnie prowadzoną „tajemnicą” wokół tożsamości bohatera i przeciąganymi wątkami, które już dawno straciły na znaczeniu. To numer frustrujący, bo widać w nim kilka ciekawych elementów (Tombstone, poważniejszy Shocker, lepsza oprawa graficzna), ale całość tonie w powtarzalności i edytorskich wpadkach.

Ocena: 4/10

Plusy:

+Tombstone jako król przestępczości – świetne wykorzystanie postaci

+Shocker wreszcie potraktowany poważnie jako zagrożenie

+Solidna, dynamiczna oprawa graficzna Dowlinga

+Kilka interesujących momentów w dialogach MJ i „Petera”

Minusy:

-Zbyt oczywista i banalna „tajemnica” wokół tożsamości Petera

-Historia rozwleczona, zapełniająca strony bez sensu

-Powtarzanie motywów z poprzednich runów (Superior, Beyond, Spencer)

-Redakcyjne wpadki podważające spójność serii

-Nowy design Shockera kompletnie nietrafiony

-Aftershocks to generyczny pomysł bez polotu

-MJ jako Venom – wątek zmarnowany narracyjnie