Recenzja Komiksu: The Ultimates Vol. 1: Fix the World
Linia Ultimate w nowym wydaniu Marvela od samego początku budzi emocje jedni chwalą świeże podejście, inni narzekają na brak konsekwencji i spójności. Na tle Ultimate Spider-Man czy Ultimate X-Men tom pierwszy The Ultimates wypada jednak wyjątkowo ambitnie. Deniz Camp stawia na poważny ton, polityczne tło i reinterpretację idei superbohatera w świecie, który w ogóle nie zna tego pojęcia. Nie wszystko działa idealnie, ale całość pokazuje, że jest to projekt z potencjałem na coś naprawdę dużego.
Superbohaterowie jako terroryści
Najciekawszym elementem tego tomu jest sam koncept drużyny. Ultimates w tej wersji nie są uwielbianymi celebrytami ani państwową jednostką bojową zostają od początku napiętnowani jako terroryści. To diametralnie zmienia dynamikę i otwiera pole do rozważań na temat tego, co w ogóle znaczy być bohaterem. Camp nie boi się porównań do Watchmen czy Authority, ale zamiast cynizmu serwuje bardziej szczery, a chwilami nawet pełen nadziei ton. Bohaterowie walczą nie dla chwały, lecz z poczucia obowiązku, by naprawić świat – choć wszyscy wokół postrzegają ich jako zagrożenie.
Tempo i światotworzenie
Już od pierwszych zeszytów widać, że Camp przykłada ogromną wagę do budowania nowego uniwersum. Każdy numer odkrywa fragment szerszej układanki od ataku na Biały Dom, po pojedyncze historie z życia postaci takich jak Hawkeye czy Doom. Problemem jest jednak tempo: seria pędzi do przodu tak szybko, że wiele postaci pozostaje zaledwie zarysowanych. Iron Lad to wyraźnie główny bohater, podczas gdy Ant-Man, Wasp czy She-Hulk wypadają jak statyści. To szczególnie frustrujące, bo designy i pomysły na nich są świetne, ale zabrakło miejsca, by naprawdę wejść im pod skórę.
Bohaterowie i akcenty szczególne
Spośród członków drużyny na pierwszy plan wychodzą:
Iron Lad – symbol młodej, nieco naiwnej nadziei, która kontrastuje z cynizmem otaczającego świata.Doom – kapitalnie odświeżony, pełen ambiwalencji i mroku, zdecydowanie jedna z perełek serii.
Captain America – praktycznie taki sam jak w 616, ale starszy, bardziej zgorzkniały i zrezygnowany co dodaje mu dodatkowej głębi.
Hawkeye – znów „zwykły człowiek wśród bogów”, tym razem z zupełnie nowym twistem. To jeden z najlepszych numerów w całym tomie.
Widać, że Camp potrafi pisać interesujące reinterpretacje problem w tym, że nie każda dostaje wystarczająco dużo czasu.
Scenariusz i tematyka
Fabularnie The Ultimates mocno opiera się na konsekwencjach Ultimate Invasion kto nie czytał tamtej miniserii, może się poczuć nieco zagubiony. Camp stara się to łatać krótkimi streszczeniami, ale i tak najlepiej wejść w ten tom z pełnym kontekstem. W zamian dostajemy historię, która próbuje balansować między klasycznym komiksem superbohaterskim a politycznym thrillerem.
Camp umiejętnie przemyca komentarze społeczne i polityczne od kwestii wolności, po temat manipulacji władzy ale nie popada przy tym w moralizatorski ton. To nie jest satyra w stylu The Boys czy przerysowane Don’t Look Up. To szczere pytania o naturę heroizmu, stawiane w świecie, który nie zna pojęcia „bohater”.
Oprawa graficzna
Choć opinie czytelników były podzielone, w mojej ocenie rysunki i kolorystyka świetnie wspierają narrację. Panelizacja jest dynamiczna, akcja czytelna, a sceny bitewne szczególnie z udziałem Kapitana naprawdę robią wrażenie. Owszem, zdarzają się nienaturalne twarze czy uproszczenia, ale ogólne wrażenie jest zdecydowanie pozytywne. Na szczególną pochwałę zasługuje także liternictwo, które daje tej serii unikalny rytm.
Wnioski
The Ultimates Vol. 1: Fix the World to ambitny, politycznie naładowany i wizualnie atrakcyjny komiks, który jednocześnie cierpi na zbyt szybkie tempo i powierzchowne rozwijanie części postaci. To jednak mocny start i jeśli Deniz Camp utrzyma jakość, a przy okazji da czytelnikom więcej miejsca na pogłębienie bohaterów, to The Ultimates ma szansę wejść do panteonu najlepszych drużynowych serii Marvela XXI wieku.
Ocena końcowa: 8/10
Plusy:
+ambitne podejście do idei bohaterstwa w świecie, który ich odrzuca+ciekawe reinterpretacje Dooma, Hawkeye’a i Kapitana Ameryki
+udane połączenie komentarza społeczno-politycznego z klasycznym superhero
+dynamiczna, czytelna oprawa graficzna i świetne liternictwo
+wyraźny ton odróżniający od pozostałych serii Ultimate
Minusy:
-tempo zbyt szybkie, wiele postaci pozostaje powierzchownych-wymaga znajomości Ultimate Invasion do pełnego zrozumienia
-momentami zbyt formalny, „surowy” sposób prowadzenia narracji
-cliffhangerowe zakończenie zamiast zamkniętej historii


