Recenzja komiksu Ultimate Wolverine #8 – „Piękne obrazy, puste emocje”
Linia Ultimate od Marvela była obietnicą świeżego spojrzenia na dobrze znanych bohaterów. Nie zawsze jednak ta świeżość idzie w parze z jakością i właśnie Ultimate Wolverine #8 jest tego przykładem. Z jednej strony dostajemy świetną oprawę graficzną i kilka naprawdę mocnych momentów z Loganem, z drugiej kolejne marnowanie potencjału i tanie zagrywki fabularne, które zamiast poruszać, pozostawiają czytelnika obojętnym.
Kolejna śmierć „niebieskiego mutanta”
Chris Condon zdaje się mieć obsesję na punkcie eliminowania niebieskoskórych X-Menów. Po Nightcrawlerze i Mystique, teraz przyszła kolej na Hanka McCoya, czyli Beasta. Problem polega na tym, że choć jego postać była konsekwentnie wspominana w logach i materiałach dodatkowych, w samej historii praktycznie nie dostała żadnej przestrzeni. Efekt? Śmierć Beasta, zamiast być dramatycznym punktem zwrotnym, staje się kolejnym „szokiem dla szoku”.
To szczególnie boli, bo Beast w klasycznym uniwersum to postać pełna głębi i moralnych dylematów. Tutaj – ginie szybko i bez większej refleksji. Czytelnik ma więc więcej powodów do irytacji niż do żalu.
Wolverine kontra Angel – lustro przeszłości
Mocnym elementem tego numeru jest starcie z Angel/Archangel, przedstawionym w zdehumanizowanej, niemal horrorowej wersji. Cappuccio sprawia, że Angel wygląda jak żywy koszmar poszarpany, przerażający, atakujący bez opamiętania.
Właśnie w tej konfrontacji Logan pokazuje najwięcej emocjonalnej głębi. Z jednej strony wciąż zmaga się z własną przeszłością jako Winter Soldier, z masakrą i krwią na rękach. Z drugiej nie potrafi okazać współczucia Angelowi, choć obaj zostali skrzywdzeni przez tych samych ludzi. To nie tylko brutalność Wolverina, ale i jego wewnętrzny konflikt odrzuca innych, bo widzi w nich odbicie własnego cierpienia.
To właśnie ten fragment daje nadzieję, że Ultimate Wolverine nie jest tylko pustą akcją, a opowieścią o moralnie szarym bohaterze, który nie szuka odkupienia – szuka zemsty.
Struktura historii – chaos i zmarnowany potencjał
Problem w tym, że takie perełki giną w gąszczu kiepskich decyzji fabularnych. Śmierć kolejnych bohaterów bez żadnej budowy emocjonalnej sprawia, że trudno się przejąć wydarzeniami. Postacie drugoplanowe pozostają płaskie – Black Widow czy Guardian wyglądają efektownie, ale nie mają głębi. Kitty dostaje krótką scenę interakcji z Angelem, lecz jej próby dotarcia do niego szybko znikają pod lawiną akcji.
Co gorsza, historia wydaje się błądzić bez wyraźnego celu. Logan zapowiada zemstę na swoich oprawcach, ale już od kilku numerów powtarza te same frazy. Zamiast konsekwentnej narracji mamy wrażenie, że seria odhacza kolejne punkty: kolejny szok, kolejny trup, kolejny monolog.
Wizualna uczta – Alessandro Cappuccio na szczycie
To, co ratuje ten numer, to rysunki Alessandro Cappuccio. Artysta, znany wcześniej z pracy nad Moon Knightem, tworzy tu obrazy pełne napięcia i brutalnej elegancji. Kadry z Angelem atakującym skrzydłami, scena masakry na Snake Island czy monolog Logana przy zakładaniu stroju – to momenty, które można by oprawić w ramkę.
Cappuccio potrafi budować atmosferę grozy, dynamikę akcji i dramatyzm pojedynków. Nawet jeśli scenariusz kuleje, oczy cieszą się niemal na każdej stronie.
Finał – zemsta nadejdzie
Numer kończy się kolejną zapowiedzią vendetty. Logan obiecuje, że ci, którzy go złamali, „zapłacą cenę”. Problem w tym, że czytelnicy słyszeli to już kilkukrotnie i wciąż nie wiedzą, czy historia doprowadzi do czegoś większego. Nadzieja pozostaje w tym, że finał serii podniesie stawkę i nada całości sens.
Podsumowanie
Ultimate Wolverine #8 to komiks nierówny. Z jednej strony ma kapitalną oprawę graficzną i kilka scen, które trafiają w sedno charakteru Logana. Z drugiej cierpi na powtarzalność, brak wyrazistych postaci drugoplanowych i zmarnowany potencjał wielu bohaterów. Śmierci, które powinny wstrząsnąć czytelnikiem, wywołują tylko wzruszenie ramion.
To nie jest katastrofa, ale też nie coś, co na długo zapada w pamięć. Seria wciąż balansuje między byciem średniakiem a czymś wyjątkowym niestety, częściej ląduje w tej pierwszej kategorii.
Ocena końcowa: 6/10
Plusy:
+Alessandro Cappuccio w szczytowej formie – fantastyczna atmosfera i dynamiczna akcja+Mocny pojedynek z Angelem, pełen symboliki i emocji
+Ciekawy wgląd w wewnętrzne konflikty Logana
Minusy:
-Kolejne śmierci bohaterów bez emocjonalnej wagi-Płaskie i niewykorzystane postacie drugoplanowe
-Powtarzalność motywów i brak wyraźnego celu narracji
-Jubilee efektowna wizualnie, ale nie pogłębiona fabularnie
-Historia balansuje między potencjałem a przeciętnością


