Recenzja komiksu: Nightwing #95 – polityka, Blüdhaven i cena sekretów
Tom Taylor i Bruno Redondo od miesięcy konsekwentnie budują jeden z najważniejszych runów w historii Nightwinga. Seria od początku przyciągała lekkością, poczuciem humoru, świetnym tempem i przede wszystkim ciepłym portretem Dicka Graysona – bohatera, którego codzienność i ideały stają się równie ważne, co widowiskowe starcia z przestępczością Blüdhaven. Nightwing #95 to zeszyt, który ma być kulminacją politycznych intryg, jakie kiełkowały w tle całej serii. Ale czy spełnia pokładane w nim oczekiwania?
Blüdhaven – miasto na krawędzi
Od czasu objęcia urzędu burmistrza przez Melindę Zucco, Blüdhaven stopniowo zamienia się w pole walki między reformami a głęboko zakorzenioną korupcją. Taylor konsekwentnie pokazywał, jak Blockbuster cementuje swoją władzę w mieście, i jak Nightwing wraz z sojusznikami próbuje przełamać ten układ sił.
W Nightwing #95 wątki polityczne dochodzą do głosu mocniej niż kiedykolwiek rozpad organizacji Blockbustera, wsparcie innych bohaterów, a także manipulacje mediów nadają zeszytowi puls. To nie jest już historia o samotnym strażniku z pałkami eskrima to opowieść o liderze, którego misja ma konsekwencje dla całego miasta.
Taylor i Redondo – duet, który wciąż działa
Największym atutem numeru pozostaje praca Bruno Redondo, którego rysunki i dynamiczne układy paneli nadają całości energii i świeżości. Każda strona aż prosi, by przewrócić kartkę dalej – układ kadrów jest pomysłowy, ale nie przesadzony. Kolory Adriano Lucasa wzmacniają klimat Blüdhaven miasto tętni światłami neonów, ale pod nimi wciąż kryje się brud i mrok.
Taylor natomiast nadal doskonale wyczuwa postać Nightwinga jego wewnętrzny spokój, empatię, zdolności przywódcze i lekkość w relacjach z innymi bohaterami. Dialogi są naturalne, a chemia między postaciami od Bat-rodziny po cameo innych herosów sprawia, że zeszyt jest przyjemny w odbiorze.
Mocna akcja, ale bez ryzyka
Nightwing #95 przyspiesza tempo względem wcześniejszych numerów, ale nie wszystkim może się to spodobać. Problem w tym, że mimo widowiskowości starć i licznych twistów, Dick Grayson nadal wydaje się postacią, której losy są aż nazbyt bezpieczne.
Sojusznicy pojawiają się wtedy, gdy są potrzebni, a sam Nightwing rzadko bywa naprawdę przyparty do muru. Owszem, cliffhanger sugeruje poważne konsekwencje Blockbuster odkrywa jego sekretną tożsamość ale dla wieloletnich czytelników jest to motyw dobrze znany. Brakuje odrobiny ryzyka, które sprawiłoby, że zwycięstwa Dicka smakowałyby intensywniej.
Bohater czy lider?
Ten zeszyt zadaje też pytanie o rolę Nightwinga. Czy jest jeszcze samotnym bohaterem patrolującym Blüdhaven, czy już pełnoprawnym liderem społeczności superbohaterów? Taylor mocno stawia na tę drugą opcję Dick częściej koordynuje akcję i przydziela zadania innym niż walczy samodzielnie. To daje historiom pewien rozmach, ale równocześnie osłabia poczucie, że to on samodzielnie pokonuje przeszkody.
Cliffhanger, w którym Blockbuster konfrontuje Graysona, teoretycznie powinien przywrócić poczucie zagrożenia. Ale czytelnik może czuć lekką obojętność w końcu Nightwing zawsze może liczyć na Batmana, Supermana czy resztę sojuszników.
Heartless – cień większego zagrożenia
Choć główny wątek numeru skupia się na Blockbusterze, Taylor przypomina nam o Heartlessie złoczyńcy, który stopniowo wyrasta na nowego, długoterminowego przeciwnika Nightwinga. Jego metoda działania odbieranie serc w chwilach silnych emocji nadaje mu unikalny rys, a ogromny słoik z nazwiskiem Blockbustera stanowi złowrogi foreshadowing. To właśnie Heartless może być brakującym elementem, który nada tej serii większej stawki.
Podsumowanie
Nightwing #95 to solidny zeszyt, który skutecznie popycha fabułę do przodu i daje Redondo szansę na błyszczenie. To numer, który czyta się z uśmiechem, a cliffhanger obiecuje duże zmiany w przyszłości. Jednocześnie widać pewną powtarzalność schemat „Nightwing i jego sojusznicy kontra Blockbuster” nie oferuje jeszcze prawdziwego katharsis.
Seria Toma Taylora nadal pozostaje jedną z najbardziej przyjemnych i konsekwentnych lektur w świecie DC, ale ten zeszyt pokazuje, że potrzebuje odrobiny świeżej energii i realnych zagrożeń, by nie stać się zbyt „komfortową” historią.
Ocena końcowa: 7/10
Plusy:
+Świetne rysunki Redondo i kolory Lucasa+Dobrze napisane interakcje między postaciami
+Ciekawy rozwój wątku politycznego w Blüdhaven
+Mocny cliffhanger z odkryciem tożsamości Dicka Graysona
+Heartless jako obiecujący długofalowy antagonista
Minusy:
-Brak realnego poczucia zagrożenia dla Nightwinga-Zbyt częste poleganie na pomocy innych bohaterów
-Powtarzalne motywy fabularne (tajemna tożsamość odkryta – znów)
-Nierówny balans między akcją a emocjonalną stawką historii


