Recenzja komiksu: Nightwing #129
Po przejęciu sterów przez Dana Wattersa seria o Nightwingu zaczęła eksplorować rejony, których wielu fanów się nie spodziewało. Z poziomu ulicznych, bardziej kameralnych historii, opowieść w ciągu kilku zeszytów rozrosła się w kosmiczno-metafizyczne starcie z piątym wymiarem i szalonym Nite-Mite’em. Numer #129 to kulminacja tego wątku – intensywna, emocjonalna i nieprzewidywalna. Nie jest to zeszyt pozbawiony wad, ale pokazuje, że Watters potrafi ryzykować i wprowadzać świeże pomysły do mitologii Nightwinga.
Siła Oracle i… kurczakowa zupa
Największą zaletą tego zeszytu jest sposób, w jaki Barbara Gordon/Oracle zostaje wykorzystana. To właśnie ona ratuje sytuację, stosując najbardziej nieoczywistą broń – analogię do zupy z kurczaka. Motyw, który początkowo brzmi absurdalnie, w kontekście fabuły okazuje się błyskotliwy. Dzięki temu zabiegowi Nite-Mite, zagubiony i uwięziony w bólu, odzyskuje kontrolę nad sobą. Oracle sięga do wspomnień Nightwinga, przypominając mu momenty, gdy Alfred leczył go nie tyle jedzeniem, co troską i poczuciem bezpieczeństwa. To działa również na piątowymiarytnego szaleńca.
Watters tym samym udowadnia, że potrafi wplatać wątki psychologiczne i emocjonalne do opowieści o bohaterach w pelerynach. To nie tylko walka na pięści, ale też walka o emocje i o to, jak przeszłość kształtuje teraźniejszość.
Bryce Morgan – niespodzianka numeru
Największy twist zeszytu to jednak ujawnienie Nightwinga Prime. Okazuje się, że nie Van-Zee, a Bryce Morgan – chłopak, który wdarł się wcześniej do Titans Tower – zostaje przekształcony w kosmiczną, niemal kryptoniańską wersję Nightwinga. To rozwiązanie nie tylko zaskakuje, ale też otwiera mnóstwo nowych wątków fabularnych.
Bryce, targany rozdwojeniem jaźni i pragnieniem bycia bohaterem, jest bohaterem tragicznym. Z jednej strony ma dobre intencje, z drugiej – jego desperacja i brak doświadczenia mogą szybko doprowadzić do tragedii. Watters sugeruje, że Nightwing Prime może być zarówno sojusznikiem, jak i przyszłym zagrożeniem. To świetny grunt pod kolejne historie.
Dynamika postaci i emocje
Choć główny ciężar zeszytu spoczywa na Nightwingu, Bryce’ie i Nite-Mite, to relacja Dika i Barbary błyszczy najmocniej. Ich ponowne spotkanie – emocjonalne, ciepłe, a jednocześnie osadzone w realiach bohaterów, którzy przeszli piekło – to moment, który będzie długo pamiętany. Dick pędzący w stronę Barbary, gdy ta spokojnie tłumaczy, co zrobiła, to scena pełna kontrastów, które idealnie oddają ich dynamikę. To też przypomnienie, jak ważna w życiu Nightwinga jest Oracle.
Nie zabrakło też miejsca dla Haley, wiernego psa Dika, którego rola – przekształcenie w modyfikowaną, mówiącą bestię – mogłaby wydawać się tanim chwytem, a jednak działa w kontekście „kurczakowej zupy”. Humor miesza się tu z grozą, a absurd staje się narzędziem narracyjnym.
Warstwa wizualna
Za rysunki odpowiada Dexter Soy i trzeba przyznać, że to jeden z jego najlepszych numerów. Choć jego styl bywa krytykowany za brak unikalnej tożsamości, tutaj działa znakomicie – szczególnie w bardziej surrealistycznych momentach, gdy Watters daje mu pole do popisu. Walki z Deathwingami, transformacje Haley, czy finałowa scena z Nightwingiem Prime w kosmosie wyglądają dynamicznie i klarownie. Szczególnie mocne wrażenie robi ostatni panel – pełen patosu, a zarazem melancholii.
Watters i nieprzewidywalność
Największą zaletą tej serii w obecnym runie jest nieprzewidywalność. Choć czasem struktura fabuły wydaje się chaotyczna, Watters zawsze potrafi wrócić do wątku, związać go i zaskoczyć nowym obrotem spraw. Początkowo można było obawiać się, że motyw Nite-Mite’a i piątego wymiaru to za duże odejście od ulicznego tonu, w którym Nightwing czuje się najlepiej. Tymczasem #129 pokazuje, że kosmiczno-surrealistyczne elementy mogą być świetnym dopełnieniem.
Watters doskonale balansuje między absurdem a dramatem, a jego wersja Nightwinga jest pełna serca i zakorzeniona w osobistych wspomnieniach bohatera. To arc zakończony w sposób satysfakcjonujący i pełen emocji.
Podsumowanie
Nightwing #129 to nieidealny, ale niezwykle satysfakcjonujący finał historii o Nite-Mite. Komiks łączy emocje, nieprzewidywalność i ważne dla bohaterów momenty z odważnym eksperymentowaniem z formą. Nie wszystko działa – zwłaszcza wątek „dorosłego dziecka” w postaci Nightwinga Prime może budzić niepokój – ale potencjał tej postaci i kierunku, w jakim zmierza seria, jest ogromny. Watters pokazał, że potrafi tchnąć życie w postać, której historia była już opowiadana na wiele sposobów.
Ocena: 7.5/10
Plusy:
+Oracle jako klucz do rozwiązania konfliktu – błyskotliwe i emocjonalne+Zaskakujący twist z Nightwingiem Prime
+Ciepłe, autentyczne relacje między Dickiem a Barbarą
+Świetne wykorzystanie Haley w fabule
+Dynamiczne, klarowne rysunki Dextera Soy’a
+Umiejętne łączenie absurdu, emocji i patosu
Minusy:
-Motyw „dorosłego dziecka” (Nightwing Prime) może budzić kontrowersje-Fabularny chaos w niektórych momentach
-Nadal odczuwalny brak spójnej tożsamości graficznej
-Niektóre wątki poboczne zbyt szybko zamknięte


