Recenzja komiksu: Wolverine #10 – przeszłość, która nigdy nie rdzewieje

 



Logan to jedna z tych postaci Marvela, których przeszłość wydaje się być bezdennym źródłem inspiracji. Każdy nowy scenarzysta znajduje w niej coś, co można odkopać, przerobić lub całkowicie przewartościować. Wolverine #10 jest kolejnym dowodem na to, że historia Jamesa Howletta chłopca, który stał się nieśmiertelnym wojownikiem zawsze znajdzie sposób, by powrócić i zadać ból. To numer pełen nostalgii, grozy i zaskoczeń, choć niepozbawiony słabości.

Powrót do domu, który nigdy nie był bezpieczny

Akcja zeszytu przenosi nas do posiadłości Howlettów miejsca, gdzie narodził się Logan, ale również jego traumy. Od samego początku dominuje klimat niepokoju: każdy korytarz, każdy zapach i każdy cień zdaje się przypominać Wolverine’owi, kim był i co stracił. To powrót nie tylko fizyczny, ale i emocjonalny a scenarzysta Saladin Ahmed świetnie balansuje między retrospekcjami a teraźniejszością.

To właśnie tu Logan spotyka kogoś, kogo nigdy nie spodziewałby się zobaczyć. Pojawienie się matki, rzekomo przywróconej do życia, kompletnie wytrąca go z równowagi. A wraz z nią powraca Sabretooth klasyczny wróg, który po raz kolejny przechytrzył śmierć. To właśnie Victor Creed rozdaje karty w tej rozgrywce i ma nad Loganem przewagę bo walka toczy się nie tylko na pięści i pazury, ale przede wszystkim na emocje.

Trauma kontra instynkt

Najciekawszym aspektem Wolverine #10 jest to, jak bardzo Logan zostaje sparaliżowany przez własne wspomnienia. Zamiast instynktownie reagować na zagrożenia, daje się oślepić obrazami z dzieciństwa i złudną wizją odzyskanej matki. Ahmed pokazuje tu mutant o adamantowych kościach, ale kruchym sercu wojownika, który wciąż nie potrafi zamknąć drzwi do swojego najboleśniejszego rozdziału życia.

Ta podatność sprawia, że Wolverine nie jest już tylko brutalnym egzekutorem ale bohaterem tragicznym, który co chwila staje się więźniem własnej przeszłości. Niestety, momentami ten balans między introspekcją a akcją zostaje zachwiany: zbyt długie dialogi wewnętrzne spowalniają tempo, przez co niektóre sceny tracą dynamikę.

Sabretooth – wróg, który nigdy nie znika

Victor Creed to jedna z ikon mitologii Wolverine’a, ale jego kolejne „zmartwychwstanie” budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, powrót klasycznego złoczyńcy zawsze wzbudza emocje, a jego pojedynek z Loganem ma ciężar historii. Z drugiej jednak Marvel już tyle razy bawił się w przywracanie Sabretootha do życia, że kolejne tłumaczenie brzmi jak odgrzewany kotlet.

Mimo to, zestawienie Creed–Logan działa. Tym bardziej że pojedynek zostaje urozmaicony przez obecność „matki” Wolverina element dziwaczny, niepokojący, ale też wciągający.

Warstwa wizualna – mrok i surowość

Martín Cóccolo po raz kolejny pokazuje, że rozumie duszę tej serii. Jego rysunki są chropowate, pełne ostrych linii i przygaszonych barw, co doskonale pasuje do klimatu opuszczonego majątku Howlettów.

Największe wrażenie robią sceny o zabarwieniu niemalże horrorowym zjawy, wspomnienia i tajemnicze stworzenia pojawiające się w finale są wizualnie imponujące i budują atmosferę grozy. Z kolei sekwencje walki, choć dynamiczne, chwilami tracą na czytelności przez nadmiar detali. To jednak drobiazg w porównaniu z tym, jak dobrze udało się oddać duszny klimat opowieści.

Mocny cliffhanger

Numer kończy się widowiskowym cliffhangerem, który sprawia, że trudno odłożyć serię na półkę. Logan zostaje wciągnięty w konflikt, którego emocjonalna stawka jest równie wysoka, co fizyczna. To obietnica, że kolejne zeszyty mogą eksplodować jeszcze mocniej o ile scenarzysta znajdzie balans między introspekcją a akcją.

Podsumowanie

Wolverine #10 to solidny, mroczny i emocjonalny rozdział w historii Logana. Nie jest wolny od wad przewidywalne zagrania fabularne i pewna rozwlekłość mogą irytować ale całość broni się klimatem, mocną oprawą graficzną i emocjonalnym ciężarem. Ahmed pokazuje, że wie, jak pisać o Wolverine’ie nie tylko jako o zabójcy, ale jako o człowieku zbyt ludzkim, by uciec od swojej przeszłości.

Ocena końcowa: 7/10

Plusy:

+Mroczny, pełen grozy klimat powrotu do domu Howlettów

+Sabretooth jako klasyczny przeciwnik dodający ciężaru starciu


+Interesujące wykorzystanie postaci matki Logana


+Świetna, surowa i klimatyczna oprawa graficzna

+Mocny cliffhanger zachęcający do dalszej lektury

Minusy:

-Powrót Sabretootha wtórny i mało oryginalny

-Chwilami zbyt dużo introspekcji kosztem akcji


-Niektóre sceny walki chaotyczne wizualnie

-Brak świeżości w samym schemacie „Logan kontra przeszłość”