Recenzja komiksu: Absolute Flash Vol. 1: Of Two Worlds TP – Wally West w nowym świetle
„Absolute Flash Vol. 1: Of Two Worlds” to odważne wejście w świat Wally’ego Westa w formacie Absolute, który od lat wyznacza standardy dla kolekcjonerskich wydań DC. W odróżnieniu od „Absolute Batman” czy „Absolute Superman”, tom ten wprowadza odświeżony ton – lżejszy, bardziej dynamiczny, ale wciąż poważny tam, gdzie trzeba. Już od pierwszych stron widać, że design i styl artystyczny idealnie współgrają z postacią Wally’ego, podkreślając jego energię i charakterystyczną młodzieńczą determinację.
Podstawową osią fabuły jest psychologiczne obciążenie Wally’ego jego mocami. Autor Scott Snyder i scenarzysta Jeff Lemire bardzo skutecznie pokazują, że Flash nie ma „normalnego” dzieciństwa i dorasta w cieniu traumy Barry’ego Allena. Śmierć Barry’ego powraca jak echo w każdym użyciu mocy Wally’ego, a scena w jaskini, w której Wally przypadkowo wciąga Barry’ego w swoje przyspieszone tempo, jest wręcz mroczna i skłania do refleksji nad cienką granicą między bohaterem a potworem. To właśnie takie momenty sprawiają, że historia ma potencjał, by stać się czymś więcej niż typową superbohaterską opowieścią.
Tajemnice mocy i Speed Force
„Of Two Worlds” wprowadza elementy tajemnicy wokół pochodzenia mocy Wally’ego. Choć trudno jednoznacznie stwierdzić, czy w tym uniwersum istnieje klasyczna Speed Force, historia sugeruje, że jego moce są w jakiś sposób powiązane z Barrym Allenem i być może nawet z obcymi. Fascynujące są sceny, w których Wally zostaje przeniesiony na inne płaszczyzny istnienia, szczególnie w trakcie starcia z Heatwave’em – wizualnie imponujące, a narracyjnie intrygujące. Pojawia się również wątek Jaya Garricka, który poprzez retrospekcje i interakcje z Thawne’em sugeruje, że historia Flasha w tym uniwersum jest głęboko zakorzeniona w konsekwencjach wcześniejszych wypadków.
Villainy w tomie również budzą zainteresowanie. Grodd jako nieoczekiwany, niemal komiczny towarzysz Wally’ego to jeden z najlepiej poprowadzonych wątków. Heatwave i Firestorm jawią się jako potencjalni sojusznicy w walce z Project Olympus, a Weather Wizard – choć wciąż nieprzewidywalny – wygląda wizualnie znakomicie i ma potencjał, by w przyszłości stać się pełnoprawnym antagonistą lub nawet sprzymierzeńcem. „Rogues” w tym tomie pełnią ciekawą funkcję „zatrudnionych strzelców”, którzy nie są jednoznacznie źli, a ich relacja z Wallym i jego ojcem dodaje historii dodatkowej głębi.
Postaci i narracja – potencjał vs. realizacja
Największym wyzwaniem tego tomu jest sama postać Wally’ego Westa. W wielu momentach tom sprawia wrażenie, że Wally jest bardziej biernym obserwatorem niż aktywnym bohaterem. Większość akcji wynika z jego reakcji na wydarzenia lub podążania za innymi postaciami. Jego charakter nie jest w pełni rozwinięty – wciąż pozostaje „czystą kartą”, a jego motywacje i osobowość w dużej mierze nie wychodzą poza powierzchowny poziom.
Na szczęście wątek Grodda działa znakomicie – jego interakcje z Wallym przynoszą humor, ciepło i momenty, które przyciągają uwagę czytelnika. Retrospekcje oraz flashbacki, szczególnie podczas interludium z „Rogues”, pozwalają lepiej zrozumieć antagonistów, ich motywacje i wady. Elamite Thawne również wprowadza element intrygi i tajemnicy, a jej eksperymenty i kontraptacje dodają historii poczucia niepokoju i wielowymiarowego zagrożenia.
Oprawa graficzna
Największym atutem tomu jest bez wątpienia oprawa graficzna Nicka Roblesa. Jego dynamiczne kadry, ekspresja postaci i świetne wykorzystanie kolorów – szczególnie niebieskich i czerwonych – podkreślają prędkość, napięcie i energię Flasha. Choć niektórzy współpracujący artyści wprowadzają momentami dziwne proporcje oczu czy nieco odrealnione sylwetki, całość pozostaje spójna i atrakcyjna wizualnie. Kostium Wally’ego również prezentuje się znakomicie, a kolorystyka i szczegóły tła wzmacniają narracyjny wydźwięk scen.
Pacing i struktura
Tom cierpi na nierównomierne tempo. Pierwszy i trzeci numer mogą sprawiać wrażenie chaotycznych, a wprowadzenie świata i postaci jest momentami niewystarczająco klarowne. Villainy rozwijają się dopiero pod koniec tomu, co sprawia, że wcześniejsze zeszyty są nieco „puste” pod względem dramaturgicznym. Fragmentacja historii między dwa tomy wprowadza dodatkową dezorientację – brak pełnej ciągłości może frustrować czytelnika.
Mimo tych mankamentów, tematyka komiksu – samotne ojcostwo, traumy, lęk, odpowiedzialność i dorastanie – jest poruszona w dojrzały sposób. Wally pozostaje sympatycznym i relatywnym bohaterem, a jego historia „na ucieczce” sprawdza się jako lekka, choć nie w pełni wykorzystana, opowieść o dojrzewaniu i odpowiedzialności.
Podsumowanie
Absolute Flash Vol. 1: Of Two Worlds TP to solidny, choć nierówny tom, który pokazuje potencjał Wally’ego Westa jako bohatera oraz uniwersum Absolute. Mocne strony to oprawa graficzna, wątki Grodda, Elamite Thawne i interesujące reinterpretacje klasycznych przeciwników. Słabością pozostaje niedostateczna charakterystyka Wally’ego, niepełny rozwój villainów i fragmentaryczne tempo narracji.
Mimo tych wad, tom jest przyjemny w lekturze i daje solidną podstawę pod kolejne odsłony historii Flasha w uniwersum Absolute.
Plusy
+Świetna oprawa graficzna Nicka Roblesa i kolory Alexa Sinclaira+Interesujące postaci poboczne – Grodd i Elamite Thawne
+Ciekawa reinterpretacja przeciwników i „Rogues”
+Poruszanie dojrzałych tematów – traumy, samotne ojcostwo, odpowiedzialność
+Kostium Wally’ego i dynamiczne kadry idealnie pasują do jego postaci
Minusy
- Wally West jest momentami bierny, brak głębszego rozwoju postaci
- Villainy rozwijają się dopiero pod koniec tomu
- Tempo narracji nierówne, niektóre zeszyty chaotyczne
- Fragmentacja historii między tomy wprowadza dezorientację
Ocena: 7/10
Absolute Flash Vol. 1: Of Two Worlds TP to przyjemny i intrygujący start dla serii Flasha w wydaniu Absolute, z ogromnym potencjałem, który jeszcze nie został w pełni wykorzystany.


