Recenzja komiksu: „Absolute Evil #1” — Apoteoza zła w najczystszej postaci


 

Wydawało się, że uniwersum „Absolute” osiągnęło już szczyt szaleństwa i ambicji narracyjnej. Po dekonstrukcji mitu Batmana, brutalnym studium Bane’a i moralnych paradoksach „Martian Mindhuntera”, trudno było wyobrazić sobie, że DC jeszcze raz podniesie poprzeczkę. A jednak „Absolute Evil #1” to nie tylko najlepszy one-shot w całej serii, ale też jedno z najbardziej bezczelnie błyskotliwych, mrocznych i filozoficznych komiksowych wydarzeń roku.

Nowy porządek świata – i narodziny Ligi Niesprawiedliwości

Już od pierwszych stron wiadomo, że „Absolute Evil #1” to coś więcej niż zwykły komiks o złoczyńcach. Jason Aaron i jego zespół scenarzystów prezentują tu świat, w którym moralność jest zjawiskiem mierzalnym, a zło podlega tym samym prawom natury, co grawitacja czy termodynamika.

Ten naukowo-filozoficzny koncept zostaje wprowadzony z rozmachem, kiedy Joker w wersji, którą fani już ochrzcili mianem „Absolute Joker” wygłasza monolog będący jednym z najbardziej hipnotyzujących w historii komiksu DC. To nie jest błazen z szaleńczym uśmiechem, to nie chaos uosobiony. To filozof, przekonany, że dobro i zło to jedynie stany równowagi wszechświata.

To moment, w którym czytelnik rozumie, że świat „Absolute” stał się polem walki idei.

Liga Sprawiedliwości… Zła?

Największy szok przychodzi w połowie numeru, kiedy zderzamy się z rewelacją: grupa złoczyńców, których losy śledzimy, to nowa Liga Sprawiedliwości. Joker, Hawkman, Mirror Master, Brainiac, Deathstroke, Veronica Cale i Lex Luthor wszyscy wierzą, że reprezentują prawdziwą sprawiedliwość.

To nie ironia to logika ich świata. W rzeczywistości zdefiniowanej przez „cząstkę Omega”, która rzekomo wpływa na moralność, zło staje się naturalnym porządkiem rzeczy, a dobro aberracją.
Ostateczny twist, gdy na czarnym ekranie pojawia się tytuł „Absolute Justice”, jest jednym z najbardziej efektownych momentów w całym uniwersum.

Aaron bawi się oczekiwaniami fanów to, co wydawało się klasycznym crossoverem złoczyńców, nagle okazuje się fundamentem dla nowego rodzaju Ligi, w której złoczyńcy widzą siebie jako zbawców cywilizacji.

Śmierć Olivera Queena i narodziny mrocznej legendy

Jednym z najbardziej wstrząsających momentów komiksu jest śmierć Green Arrowa. Jego brutalne morderstwo z rąk Hawkmana to scena, która dosłownie odbiera dech w piersiach nie tylko ze względu na brutalność, ale na to, jak została zaprezentowana.

Podwójna plansza z Hawkmanem rzucającym zwłoki Olivera na stół to ikoniczny moment, który na długo zostanie w pamięci fanów. To nie tylko śmierć bohatera to symboliczny koniec idei nadziei w świecie, gdzie bohaterowie są ofiarami własnych błędów.

Co jednak najbardziej fascynuje, to to, że śmierć Olivera nie zamyka jego historii. Wręcz przeciwnie otwiera drzwi dla Roya Harpera, który najprawdopodobniej przejmie tytuł Absolute Green Arrowa. Jeśli jego motywacją będzie zemsta, a nie sprawiedliwość, może to być jedna z najciekawszych reinterpretacji postaci w całym DCU.

Hawkman – zdrada, która stała się potworem

Hawkman w „Absolute Evil” to postać absolutnie niepodobna do żadnej wcześniejszej inkarnacji. Tu jest narzędziem systemu, zimnym egzekutorem nowego porządku. Jego zniekształcone ciało, bandaże i skrzydła z widocznym chrząstkiem i kośćmi są niemal metaforą zdrady, która pożarła samego zdrajcę.

Według teorii fanów (którą komiks subtelnie potwierdza), członkowie dawnej JSA zemścili się na nim, okaleczając go za zdradę. To poetycka, brutalna sprawiedliwość a jednocześnie kolejny dowód, że w tym świecie nie istnieją czyste intencje.

Lex Luthor – absolutny gracz, którego wszyscy się boją

I wreszcie on Absolute Lex Luthor. Najbardziej wyczekiwany debiut w całym uniwersum „Absolute” w końcu się wydarzył. Luthor, z pozoru spokojny farmer z rodziną, zostaje wciągnięty w orbitę Brainiaca i Mirror Mastera — duet, który sam w sobie jest groźniejszy niż połowa tradycyjnych superzłoczyńców DC razem wzięta.

Scena, w której Lex w końcu pojawia się na tle chmur układających się w symbol Omegi, to czysta komiksowa kinematografia. Aaron i rysownik Matteo Scalera komponują ją jak ujęcie z filmu Denisa Villeneuve’a majestatyczne, niepokojące i przesycone znaczeniem.

Czy Lex będzie bohaterem? Czy stanie się potworem większym niż Darkseid? Tego jeszcze nie wiemy, ale jedno jest pewne: jego obecność zmienia zasady gry.

Joker, który nie żartuje – filozof zła

To, co Aaron zrobił z Jokerem, to małe arcydzieło. Ten Joker nie śmieje się. Nienawidzi żartów.
To nie chaos uosobiony, ale chłodna, intelektualna bestia, przekonana, że rozgryzła samą strukturę moralności.

Jego monologi o naturze dobra i zła mają w sobie coś z Nietzschego i Hegla, ale nigdy nie stają się pretensjonalne. W jego ustach brzmią jak logika człowieka, który naprawdę wie zbyt wiele.

Niektórzy fani narzekali, że przesadnie podkreślano jego powagę, ale w kontekście świata, w którym śmiech to słabość, ten zabieg działa perfekcyjnie.

Veronica Cale – mózg operacji

Jednym z cichych triumfów komiksu jest rola Veroniki Cale, która de facto staje się liderką nowej Ligi. To ona zwołuje spotkanie, to ona określa Dianę jako największe zagrożenie, i to ona kieruje rozmowę w stronę filozoficznego rdzenia fabuły.

Cale w tym świecie to nie tylko odpowiednik Lexa czy Amandy Waller to kobieta, która rozumie, że kontrola narracji to najpotężniejsza forma władzy.

Sztuka, styl i narracja – absolutne mistrzostwo

Wizualnie „Absolute Evil #1” to jeden z najpiękniej zilustrowanych komiksów DC ostatnich lat. Ciemne barwy, symbolika omegi, ostre kontrasty i quasi-filmowa kompozycja kadrów nadają temu światu monumentalny ciężar.

Sceny przemocy są surowe, ale nigdy nie tanie. Filozoficzne dialogi są gęste, ale przystępne. A cliffhanger, który zamyka numer, to czyste, absolutne złoto zapowiedź wojny idei, jakiej w komiksach o superbohaterach jeszcze nie było.

Podsumowanie

„Absolute Evil #1” to kwintesencja tego, czym powinno być współczesne opowiadanie o superbohaterach odważne, głęboko przemyślane, piękne wizualnie i emocjonalnie druzgocące.
Aaron stworzył dzieło, które nie tylko rozwija mitologię uniwersum „Absolute”, ale też redefiniuje sposób, w jaki myślimy o dobru, złu i sprawiedliwości.

To komiks totalny filozofia, polityka, horror i tragedia w jednym.
Jeśli DC rzeczywiście planuje rozwijać ten wątek, to po tym numerze możemy mówić o początku nowej ery w komiksach superbohaterskich.

Plusy:

+Filozoficzna głębia i spójna wizja świata

+Rewelacyjna narracja Jasona Aarona


+Absolutnie genialny Joker ,zimny, logiczny i niepokojący


+Szokująca śmierć Green Arrowa i jej konsekwencje


+Debiut Lexa Luthora w wersji „Absolute”


+Wybitna oprawa graficzna i montaż kadrów


+Nowe podejście do koncepcji Ligi Sprawiedliwości

+Symboliczny, przemyślany ton przypominający „Watchmen”

Minusy:

-Minimalne przerysowanie powagi Jokera może drażnić niektórych fanów

-Wymaga znajomości poprzednich tomów, by w pełni docenić kontekst

 Ocena końcowa: 10/10

„Absolute Evil #1” to czyste, bezkompromisowe arcydzieło.
Najlepszy one-shot roku i komiks, który redefiniuje pojęcie zła w uniwersum DC.