Recenzja Komiksu: The Amazing Spider-Man #11
Po wielu miesiącach nierównej formy The Amazing Spider-Man wreszcie dostarcza zeszyt, który można określić jako autentycznie wciągający. Numer 11 to komiks ambitny, momentami chaotyczny, ale pełen pomysłów i energii, jakiej tej serii brakowało od dawna. To wydanie, które nie tylko próbuje ruszyć Petera Parkera z miejsca, ale też redefiniuje status quo Spider-Mana… na Ziemi i poza nią.
Nie wszystko tu działa idealnie, a cena zeszytu nadal boli, jednak całościowo jest to jeden z ciekawszych numerów ASM ostatnich lat.
Broken Mirror – Spider-Man bez Petera Parkera
Pierwsza główna historia skupia się na tym, co dzieje się na Ziemi pod nieobecność prawdziwego Petera Parkera. I tak, bardzo szybko dostajemy potwierdzenie tego, co wielu czytelników przewidywało: „Peter”, którego widzieliśmy wcześniej, to w rzeczywistości Ben Reilly, a nowym Spider-Manem działającym w mieście okazuje się… Norman Osborn.
Sam twist nie jest szczególnie zaskakujący – dało się go wyczuć z daleka – ale sposób realizacji wypada zaskakująco solidnie. Walka Spider-Mana z „Peterem” (czyli Benem) jest dynamiczna, emocjonalna i dobrze oddaje napięcie między tymi postaciami. Joe Kelly bardzo wyraźnie podkreśla, że ani Ben, ani Norman nie są w stanie naprawdę zastąpić Petera Parkera. Brakuje im jego lekkości, humoru i moralnego kompasu, który działa nawet w najmniejszych gestach.
Ben Reilly – wreszcie traktowany jak postać
Największym pozytywem tej części jest sposób, w jaki napisany jest Ben. Po latach fatalnego prowadzenia tej postaci (szczególnie wątku Chasm), tutaj po raz pierwszy od dawna Ben wydaje się człowiekiem, a nie fabularnym problemem. Jego poczucie winy, strach przed tym, że niemal doprowadził do śmierci niewinnych dzieci, oraz rozmowa z Felicią Hardy wypadają autentycznie.
Bardzo ciekawym dodatkiem jest też informacja, że Ben odczuwa każdą śmierć Petera, co zostało powiązane z wydarzeniami z „8 Deaths”. To drobny detal, ale skutecznie spaja tę historię z wcześniejszymi wątkami i nadaje ich relacji dodatkową głębię.
Norman Osborn jako Spider-Man
Norman w kostiumie Spider-Mana to pomysł, który łatwo mógłby wykoleić serię. Na szczęście tutaj działa… przynajmniej na razie. Jego motywacja – ochrona dziedzictwa Petera Parkera – brzmi wiarygodnie, ale Kelly nie zapomina, że to wciąż Norman Osborn. Jest brutalny, bezwzględny i gotów łamać kości, nawet gdy robi „dobro”.
Kluczowe jest pytanie rzucone przez Bena: „Jakim prawem nazywasz siebie Spider-Manem?” – i to pytanie ciąży nad całą historią. Ta część komiksu nie zachwyca, ale też nie rozczarowuje. To solidny fundament pod coś większego.
Broken Man – Kosmiczny Spider-Man (i najlepsza część zeszytu)
Druga główna historia to bezsprzecznie najmocniejszy punkt całego numeru. Peter Parker… w kosmosie. Pomysł ryzykowny, kontrowersyjny i z miejsca budzący opór fanów „street-level” Spider-Mana. A jednak – to działa.
Pepe Larraz absolutnie kradnie show. Już otwierająca, niemal niema sekwencja ukazująca Petera walczącego o przetrwanie na obcej, jałowej planecie jest fenomenalna wizualnie. Kadry z Peterem na kolanach, krzyczącym z rozpaczy, doskonale oddają jego fizyczne i psychiczne wyczerpanie.
Rozbijanie i odbudowa bohatera
Historia wyraźnie zmierza w stronę klasycznego motywu „złamania i odbudowy” bohatera. Peter jest słaby, pobity, daleko od domu – i obsesyjnie skupiony na jednym: musi stać się silniejszy. To bardzo ciekawe odwrócenie narracji z poprzedniego runu, gdzie Spider-Man był notorycznie przedstawiany jako bezradny.
Wątek statku badawczego i kapitana Xanto Starblooda szybko skręca w mroczniejszą stronę, gdy okazuje się, że „próbki biologiczne” to w rzeczywistości żywe, czujące istoty. Reakcja Petera jest natychmiastowa i w stu procentach zgodna z jego charakterem – zero wahania, zero kompromisów.
Nowy kostium i nowe możliwości
Pochodzenie nowego kostiumu – z „husk” Technarcha – zostało wprowadzone zgrabnie i bez zbędnego przeciągania. Walka na statku, przy wyłączonej atmosferze, to czysta komiksowa frajda, a dynamika kadrów Larraz’a sprawia, że każda strona aż pulsuje ruchem.
Zakończenie, w którym Peter uwalnia więźniów i spotyka Rocketa oraz Symbie, jest idealnym haczykiem na przyszłość. Do tego subtelny, ale bardzo znaczący moment: Peter przedstawia się jako Peter, nie Spider-Man. Mały detal, ogromna wymowa.
Historie dodatkowe – nierówna jakość
Niestety, całość cierpi na klasyczny problem „napchanych dodatków”.
-
Rapid Return – poprawna, ale bardzo schematyczna historia. Rapid to sympatyczna postać, lecz trudno pozbyć się wrażenia, że Marvel próbuje stworzyć „nowego Petera Parkera”, którego niewielu czytelników realnie obchodzi.
-
Spider-Mayonnaise – kompletnie absurdalna, ale urocza w swojej głupkowatości. Taki komiksowy przerywnik.
-
In the City with… Spider-Man – dwustronicowa uczta wizualna, pełna detali i klimatu Nowego Jorku.
Problem polega na tym, że te dodatki rozbijają ton głównych historii i potęgują frustrację związaną z ceną zeszytu.
Oprawa graficzna
-
John Romita Jr. – jego styl nadal dzieli fanów, ale trzeba oddać mu jedno: sceny walk wypadają bardzo dobrze, a kolorystyka znacząco poprawia odbiór jego rysunków. Dialogowe sceny to wciąż jego słabsza strona.
-
Pepe Larraz – absolutna topka. Fantastyczne kadrowanie, dynamika, emocje. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do kosmicznego Spider-Mana, Larraz skutecznie je rozwiewa.
Podsumowanie
The Amazing Spider-Man #11 to zeszyt daleki od ideału, ale jednocześnie najbardziej ekscytujący numer serii od długiego czasu. Kosmiczna historia Petera Parkera to świeży powiew dla postaci, a wątki z Benem i Normanem – choć przewidywalne – są wreszcie napisane z wyczuciem.
Gdyby ograniczyć się do dwóch głównych historii i obniżyć cenę, mówilibyśmy o naprawdę mocnym wydaniu. Mimo to, trudno nie czuć autentycznego zainteresowania tym, co będzie dalej.
Plusy:
-
Świetna, intrygująca historia kosmicznego Spider-Mana
-
Fenomenalne rysunki Pepe Larraz’a
-
Najlepsze od dawna przedstawienie Bena Reilly’ego
-
Ciekawa, choć ryzykowna, kontynuacja odkupienia Normana Osborna
-
Poczucie, że seria wreszcie zmierza w jakimś kierunku
Minusy:
-
Przewidywalne twisty fabularne
-
Nierówna jakość historii dodatkowych
-
Zbyt wysoka cena zeszytu
-
Wiele pytań fabularnych pozostaje bez odpowiedzi


