Recenzja komiksu: Absolute Batman #14 – recenzja finału, który miażdży wszystko na swojej drodze

 


Absolute Batman #14 to komiks, który nie tylko domyka jeden z najmocniejszych story arców w historii współczesnego Batmana, ale robi to z taką siłą, rozmachem i emocjonalną precyzją, że po lekturze trudno wrócić do rzeczywistości bez poczucia, że właśnie było się świadkiem czegoś wyjątkowego. To finał idealny: brutalny, inteligentny, spektakularny wizualnie i co najważniejsze głęboko zakorzeniony w tematach, które Scott Snyder konsekwentnie budował od wielu zeszytów.

Już na wstępie warto powiedzieć jedno jasno: to jest 10/10 bez żadnych zastrzeżeń.

Finał, który rozumie swoją historię

Największą siłą Absolute Batman #14 jest to, że rozumie, czym ta historia naprawdę była. Nie chodziło wyłącznie o fizyczne starcie Batmana z Banem. To był konflikt ideologiczny, moralny i egzystencjalny, ciągnący się od samego początku „Abomination Arc”. Snyder doskonale zdaje sobie sprawę, że finał takiego starcia nie może być jedynie pojedynkiem 1 na 1, nawet jeśli część czytelników (w tym ja) instynktownie mogła na to liczyć.

Bo prawda jest taka: Bruce Wayne w tej wersji absolutnie nie byłby w stanie pokonać Bane’a samodzielnie. Nawet gdyby sięgnął po Venom. I właśnie dlatego decyzja, by Batman przyjął pomoc innych, jest tak potężna narracyjnie.

Ten Bruce nie jest niewolnikiem własnego ego. Nie musi udowadniać, że jest samotnym bogiem wojny. Po lekturze Knightfall kontrast jest wręcz uderzający – tam pycha była jego zgubą. Tutaj dojrzałość jest jego największą bronią.

Walka, która przechodzi do historii

Sam pojedynek Batmana z Banem to najbardziej satysfakcjonująca walka, jaką czytałem od bardzo dawna. To nie jest tylko brutalna wymiana ciosów – to sekwencja „Holy-Shit-Moments™”, które eskalują z każdą stroną.

    -Detonacja budynku, który spada na Bane’a? Perfekcja.

   - Batmobil wystrzeliwujący grapnel, zahaczający Bane’a i ciągnący go w dół? Czyste złoto.


    -Killer Croc oplatający Bane’a i próbujący pożreć go żywcem, wyglądając przy nim jak irytujący pasożyt? Absolutne szaleństwo.


    -
Batman
rozcinający Bane’a toporem? Obłęd.

    -Bruce, który przyjmuje lanie jakiego nie widzieliśmy nigdy wcześniej, a mimo to cały czas wchodzi Banemu do głowy? Mistrzostwo.

„Przeciąłem ci kręgosłup w odcinku piersiowym. Twoje nogi już nie zadziałają.”

To jest zimne. Bezwzględne. I w pełni zasłużone po 4–5 zeszytach, w których Bane dosłownie wycierał Batmanem podłogę.

Kaiju Bane i triumf potwora tragicznego

To najlepsza wersja Bane’a w historii. Bez dyskusji.

Jest ogromny. Monstrualny. Przerażający. Panel, w którym Bruce dosłownie „biegnie” na Banego po własnych rękach niczym w Attack on Titan, początkowo może wyglądać jak błąd perspektywy… dopóki nie dociera do nas, że on naprawdę jest aż tak wielki.

Moment, w którym Bane’owi zostaje wyrwane oko, tylko po to, by… natychmiast odrosło, to jeden z tych detalów, które cementują go jako coś więcej niż człowieka. A jednak i tu tkwi geniusz Snydera Bane pozostaje postacią tragiczną.

To nie jest jednowymiarowy złoczyńca. To ofiara Jokera. Ofiara opresji. Człowiek, który uwierzył, że jedynym sposobem na ochronę domu i bliskich jest sprzedaż duszy. Jego ideologia „życie to wojna, trzeba ją zaakceptować” zostaje w tym zeszycie całkowicie zdemolowana.

Santa Prisca i tak zostaje zniszczona. Wszystko, co poświęcił, okazuje się daremne.

To boli. I właśnie dlatego działa.

Venom, którego nigdy nie było

Najlepszy twist numeru? Batman nigdy nie miał Venomu.

Przez cały arc byliśmy przekonani, że to jego ostatnia deska ratunku. Jedyny sposób, by fizycznie dorównać Bane’owi. I kiedy okazuje się, że Bruce nawet nie rozważał tej drogi że wygrał, pozostając wiernym swoim zasadom cała historia zyskuje nowy, potężny wymiar.

To nie tylko zwycięstwo fizyczne.
To ostateczne obalenie ideologii Bane’a.

Struktura, flashbacki i Waylon – Snyder w szczytowej formie

Przeplatanie walki Batmana z Banem z pojedynkiem Waylona w ringu to najlepsze wykorzystanie tej struktury w całej serii. Paralele są niemal idealne. Obaj bohaterowie znajdują się „na linach”. Obaj wygrywają dzięki wsparciu innych. Obaj wykorzystują ciężar przeciwnika przeciwko niemu.

To nie jest przypadek. To tematyczny kręgosłup całego zeszytu.

Flashbacki, wsparcie Eddy’ego, Seliny, echo Alfreda i Riddlera – wszystko tu pracuje na jedną myśl: Batman nie jest ideą jednego człowieka. To wspólnota.

Rysunek, który nokautuje

Nick Dragotta i Frank Martin wchodzą tu na poziom absolutnej elity. Sekwencyjność, skala, dynamika wszystko działa. Kadry są gigantyczne, brutalne, niemal filmowe. Okładka? Jedna z najlepszych w historii Batmana.

To komiks, który chce być oglądany tak samo, jak czytany.

Joker, przyszłość i czyste piekło

Ostatnie sceny z Jokerem są lodowate. Fakt, że nawet nie raczy pojawić się osobiście, a jednocześnie bombarduje rodzinę Bane’a, mówi o nim wszystko. To zło absolutne. Coś jeszcze gorszego niż Bane.

I to rodzi pytanie: jak, do cholery, Batman ma go powstrzymać?

Tego samego tricku nie da się użyć dwa razy. Joker jest zbyt inteligentny. Zbyt przygotowany. Zbyt nieludzki. A jednak… ta niepewność tylko potęguje ekscytację przed #15, które – na szczęście – wychodzi już za dwa tygodnie.

Drobne zastrzeżenia (naprawdę drobne)

Jeśli już muszę się czegoś czepić:

    -Brakuje nieco większej perspektywy zwykłych mieszkańców Gotham obserwujących tę batalię.
   
    -
Relacja Bruce–Selina wciąż wydaje się lekko niedopowiedziana.

    -Chciałoby się jeszcze jedną stronę więcej czystego chaosu.

Ale to są uwagi czysto kosmetyczne.

Podsumowanie

Absolute Batman #14 to komiksowy nokaut, który łączy brutalną akcję, inteligentną narrację i głęboką analizę moralną w sposób, jaki udaje się tylko najlepszym. To finał, który nie tylko spełnia oczekiwania on je miażdży.

Jestem bez twarzy. Bez kości. Bez kręgosłupa. Zostały mi tylko oczy wpatrzone w to, co właśnie przeczytałem.

Plusy

+Najlepsza wersja Bane’a w historii

+Fenomenalna, satysfakcjonująca walka


+Genialny twist z Venomem


+Dojrzały, empatyczny Batman


+Perfekcyjna struktura narracyjna


+Obłędna oprawa graficzna

+Potężne fundamenty pod przyszłe historie

Minusy

-Minimalnie za mało perspektywy zwykłych mieszkańców Gotham

-Relacja Bruce–Selina wciąż wymaga doprecyzowania

Ocena końcowa: 10/10

Story Arc zamknięty. Mit wzmocniony. Batman niezłamany.