Recenzja filmu: The Housemaid (Pomoc Domowa)
The Housemaid (Pomoc Domowa)
Reżyseria: Paul Feig | Scenariusz: Rebecca Sonnenshine | Na podstawie powieści Friedy McFadden
The Housemaid to film, który idealnie wpisuje się w nurt nowoczesnych, kobiecych thrillerów psychologicznych, czerpiących pełnymi garściami z pulpowej estetyki lat 90, ale filtrujących ją przez współczesną wrażliwość społeczną. To kino momentami absurdalne, chwilami celowo przerysowane, czasem krępująco „cringe’owe”, a jednocześnie zaskakująco satysfakcjonujące. Paul Feig kojarzony głównie z komediami po raz kolejny udowadnia, że świetnie odnajduje się na styku gatunków, balansując między thrillerem, czarną komedią i gotycką groteską.
Thriller, który wie, czym jest i dobrze się tym bawi
Już na poziomie założeń The Housemaid brzmi jak gotowy materiał filmowy. Adaptacja bestsellerowej powieści Friedy McFadden zachowuje ducha książkowego pierwowzoru: to historia szybka, bezwstydnie sensacyjna, pełna ostrych zakrętów fabularnych, które aż proszą się o nerwowy śmiech widza. Film nie próbuje udawać realizmu, podkreśla swoją przesadę, często balansując na granicy autoparodii.
Rebecca Sonnenshine w scenariuszu buduje opowieść jako mroczną farsę o klasie społecznej, przywileju, hipokryzji i władzy. Humor jest tu podszyty niepokojem, a satyra stopniowo ustępuje miejsca czystemu thrillerowi. To kino, które świadomie igra z oczekiwaniami widza, aż w pewnym momencie rozrywka zaczyna mieszać się z dyskomfortem.
Millie i Nina czyli pojedynek, który napędza film
Sercem The Housemaid jest toksyczna relacja dwóch kobiet, znakomicie zagranych przez Sydney Sweeney i Amandę Seyfried. Millie Calloway (Sweeney) to klasyczna bohaterka „z dołu drabiny społecznej”: bezdomna, żyjąca w samochodzie, na zwolnieniu warunkowym, z tajemniczą i niepokojącą przeszłością. Gdy otrzymuje ofertę pracy jako gosposia w luksusowym domu Winchesterów, wydaje się, że los wreszcie się do niej uśmiechnął. Oczywiście jak to w tym gatunku bywa gdy coś jest zbyt dobre, by było prawdziwe, zwykle takie właśnie jest.
Nina Winchester (Seyfried) to z kolei uśmiechnięta, bogata pani domu, której pozorna uprzejmość bardzo szybko przeradza się w kontrolę, manipulację i psychiczną przemoc. Obie kobiety są niczym lustrzane odbicia: blondynki o skrajnie różnych pozycjach społecznych, ale z równie mrocznymi zakamarkami psychiki. Ich relacja stopniowo zamienia się w wyniszczającą grę dominacji.
Sweeney świetnie wypada w roli Millie od stłamszonej, biernej i zalęknionej, po postać coraz bardziej świadomą swojej seksualności, siły i gniewu. Jej transformacja, choć momentami gwałtowna, jest jednym z największych atutów filmu. Jednak to Amanda Seyfried kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Jej Nina to istny wulkan neuroz, histerii i wyrachowania balansujący na granicy horroru i czarnej komedii. To rola ostentacyjna, przesadzona i absolutnie hipnotyzująca.
Dom jako gotycka pułapka
Winchesterowie mieszkają w perfekcyjnym, sterylnym McMansion, który szybko okazuje się kolejnym bohaterem tej opowieści. Dom przypomina gotycką rezydencję z klasycznych powieści grozy: pełen zakamarków, schodów, zamkniętych przestrzeni i tajemnic. Pokój Millie na poddaszu mały, klaustrofobiczny, z zamkiem po złej stronie drzwi jest dosłownym symbolem jej pozycji.
Feig chętnie korzysta z horrorowych tropów: nagłe pojawienia się postaci za plecami, burze i błyskawice podczas erotycznie napiętych scen, złowrogie spojrzenia pobocznych bohaterów. W szczególności warto wspomnieć o Enzo (Michele Morrone), milczącym ogrodniku, oraz lodowatej matce Andrew granej przez Elizabeth Perkins. To postacie niemal karykaturalne, ale idealnie pasujące do tej przerysowanej konwencji.
Seks, władza i strach przed utratą kontroli
Wątek Andrew Winchestera (Brandon Sklenar) wprowadza do historii seksualne napięcie, które od początku wisi w powietrzu. Andrew jest przystojny, bogaty, pozornie opanowany i „dobry” a jednocześnie stanowi katalizator rywalizacji między dwiema kobietami. Sklenar wypada poprawnie, choć jego postać jest bardziej funkcją fabuły niż pełnokrwistym bohaterem.
Film wyraźnie dotyka tematów władzy i kontroli zarówno ekonomicznej, jak i emocjonalnej. The Housemaid nie ukrywa swojego feministycznego przekazu: kobiety są tu zmuszone do walki w świecie, który nagradza bogactwo, status i pozory, a karze słabość oraz zależność.
Styl, muzyka i tempo
Muzyka Theodore’a Shapiro, uzupełniona licencjonowanymi utworami (m.in. Kelly Clarkson czy Linda Ronstadt), dodaje filmowi ironicznego dystansu. Piosenki często kontrastują z brutalnością lub napięciem scen, potęgując efekt czarnej komedii.
Największym problemem filmu jest długość i tempo. Przy 131 minutach seans momentami się dłuży, szczególnie gdy widz już domyśli się głównych twistów. Feig zbyt często podkreśla nadchodzące wydarzenia, zamiast pozwolić im wybrzmieć naturalnie. Część dialogów bywa zbyt dosłowna, a montaż miejscami sprawia wrażenie poszarpanego.
Finał, który ratuje całość
Ostatnia jedna trzecia filmu to wyraźny skok jakościowy. Gdy The Housemaid wreszcie w pełni oddaje się kampowi, przemocy i kobiecej furii, seans staje się czystą, bezwstydną rozrywką. Zmiana zakończenia względem książki działa na korzyść filmu, nadając historii bardziej filmowy, satysfakcjonujący wydźwięk.
Podsumowanie
The Housemaid to solidny, pulpowo-gotycki thriller, który nie zawsze trafia w punkt, ale nadrabia energią, aktorstwem i świadomością własnej konwencji. To film, który momentami mógłby być bardziej bezczelny i bardziej kampowy, ale nawet w obecnej formie dostarcza sporo frajdy zwłaszcza fanom thrillerów w stylu The Hand That Rocks the Cradle czy A Simple Favor.
Plusy:
+Znakomite, pełne chemii role Sydney Sweeney i Amandy Seyfried+Wyrazista satyra klasowa i feministyczny podtekst
+Gotycka atmosfera i świadome wykorzystanie konwencji thrillera
+Bardzo mocna końcówka
+Stylowa oprawa wizualna i trafnie dobrana muzyka
Minusy:
-Przewidywalne twisty dla uważnych widzów-Zbyt długi metraż i nierówne tempo
-Niektóre postacie poboczne (np. Enzo) niewykorzystane
-Dialogi momentami ocierające się o niezamierzony humor
Ocena końcowa: 7 / 10
The Housemaid to film niedoskonały, ale wciągający sensacyjny, momentami absurdalny i świadomie przesadzony. Nie zawsze tak zabawny i odważny, jak mógłby być, ale wystarczająco stylowy i angażujący, by zapewnić satysfakcjonujący seans.

