Recenzja Komiksu: Nightwing #130
Nightwing #130 to numer, który z pełnym przekonaniem można nazwać najlepszym zeszytem runu Dana Wattersa – a to dopiero część pierwsza nowego arku fabularnego. To komiks, który pulsuje emocjami, napięciem i wyraźnym poczuciem zagrożenia, a jednocześnie bardzo świadomie wraca do korzeni postaci Dicka Graysona. Nie jest to efektowna superbohaterska popisówka, lecz historia o mieście na krawędzi, bohaterze u kresu cierpliwości i dziecku, które – jak wiele przed nim – szuka w Nightwingu symbolu nadziei.
Głos Dicka Graysona wreszcie wybrzmiewa
Największą siłą tego numeru jest wewnętrzny głos Dicka Graysona. Watters od początku swojego runu miał dobre wyczucie postaci, ale tutaj – gdy stawka rośnie – jego narracja wchodzi na zupełnie inny poziom. Czuć gniew, frustrację, strach i zmęczenie Dicka, który ma dość patrzenia, jak Blüdhaven jest nieustannie zatruwane przez korupcję, cynizm i polityczne układy.
Już pierwsza scena, w której Dick miażdży w dłoni ulotkę kampanii wyborczej Melindy, doskonale ustawia ton całego zeszytu. To drobny gest, ale niezwykle wymowny. To nie jest beztroski Nightwing – to bohater, który zaczyna rozumieć, że samo „robienie dobra” może nie wystarczyć.
Sztuka Dextera Soya i kolory Veroniki Gandini tylko potęgują ten efekt. Intensywne czerwienie nieba nad Blüdhaven nadają miastu apokaliptyczny, niemal horrorowy charakter. To nie jest bezpieczna przestrzeń – to beczka prochu.
Blüdhaven jako żyjący organizm
Jednym z największych atutów Nightwing #130 jest to, jak żywe i chaotyczne wydaje się Blüdhaven. Miasto tętni napięciem: trwają wybory, gangi ścierają się z policją, a Dick robi wszystko, by pomóc tam, gdzie system zawodzi. Frustracja Nightwinga związana z faktem, że mieszkańcy ponownie wybierają jawnie skorumpowanego polityka, jest gorzkim, bardzo aktualnym komentarzem do rzeczywistości.
Blüdhaven nie jest tylko tłem – to centralny bohater tej historii, miasto, które choruje i które Dick próbuje ratować, nawet gdy wydaje się to walką z wiatrakami.
Justice League – obecność z klasą
Pojawienie się Ligi Sprawiedliwości mogło łatwo przyćmić Nightwinga, ale Watters doskonale balansuje ich rolę. Sceny z Batmanem, Supermanem, Martian Manhunterem i resztą drużyny służą worldbuildingowi i podkreśleniu pozycji Dicka jako lidera – nie odbierając mu sprawczości.
Interakcje Dicka z Ligą są naturalne i pełne szacunku. Krótki moment, w którym Martian Manhunter wyczuwa coś niepokojącego – ledwie przebłysk obecności Zanniego – to absolutne złoto narracyjne. Subtelne, ale bardzo niepokojące.
Na osobne wyróżnienie zasługuje Batman. Jego rozmowa z Dickiem, drobne napięcie, „żart”, który wyraźnie go dotyka, oraz próba ściągnięcia Dicka do Gotham pod pretekstem Damiana – to świetnie napisane, emocjonalnie prawdziwe sceny. Dick zna Bruce’a lepiej, niż Bruce zna samego siebie – i ten komiks doskonale to pokazuje.
Bryce i serce tej historii
Relacja Dicka z Brycem (Nightwing Prime) to emocjonalne centrum numeru. Ich rozmowa, utrzymana w chłodniejszych, zielonych tonach, jest cicha, smutna i poruszająca. Bryce to wciąż dziecko – opłakujące brata, zagubione, ale zdeterminowane, by pomóc. Fakt, że Dick pozwala mu zachować moce, a jednocześnie tłumaczy, dlaczego sam nigdy ich nie chciał, przyprawia o dreszcze.
Szczególnie wymowny jest kontrast w zachowaniu Bryce’a: boi się dotknąć Night-Hare’a, by go nie skrzywdzić, ale bez wahania przytula Nightwinga. Dla niego Dick nie jest tylko bohaterem – jest symbolem czegoś niezniszczalnego.
Decyzja Nightwinga, by zostać mentorem Bryce’a, to spełnienie marzeń… ale też zapowiedź przyszłych konfliktów, zwłaszcza w kontekście sekretnej tożsamości. Coraz wyraźniej pojawia się też pytanie:
czy Dick Grayson jest gotowy zostać ojcem – nawet jeśli nie dosłownie?
Zanni – horror w cyrkowym kostiumie
Zanni to jeden z najbardziej niepokojących antagonistów, jakich Nightwing miał od lat. Jego obecność unosi się nad całym numerem niczym cień. Czerpie z motywów cyrkowych, ale zamiast nostalgii dostajemy czysty horror. Projekt postaci, symbolika, backstory i powiązanie z tematyką dzieci Blüdhaven – wszystko tu działa.
Ostatnia strona z Zannim to absolutny peak. Jeśli ten poziom zostanie utrzymany, Zanni ma szansę stać się najlepszym złoczyńcą Nightwinga w historii.
Strona wizualna – mistrzostwo atmosfery
Dexter Soy i Veronica Gandini wykonują tu fantastyczną robotę. Czerwone niebo, zimne zielenie w scenach emocjonalnych, brutalne kontrasty światła i cienia – to wszystko wzmacnia narrację. Szczególnie efektowne są momenty, w których symbol Nightwinga dosłownie pęka w szkle, wizualnie odzwierciedlając wewnętrzne napięcie Dicka.
Choć czasami można odnieść wrażenie, że strony nie są w pełni wykorzystane narracyjnie (niewiele dialogów, duży nacisk na pojedyncze kadry), trudno odmówić tej oprawie siły oddziaływania.
Podsumowanie
Nightwing #130 to znakomity początek nowego arku, wyraźnie lepszy od poprzedniego i znaczący krok naprzód w porównaniu do runu Toma Taylora. Dick Grayson wreszcie brzmi jak Dick Grayson z najlepszych lat – z czasów Chucka Dixona. Jest zmęczony, wściekły, empatyczny i odpowiedzialny.
To historia o mieście, dzieciach, strachu i nadziei. I o bohaterze, który wie, że czasem największym aktem odwagi jest wzięcie odpowiedzialności za innych.
Plusy:
-
Świetnie napisany, emocjonalny głos Dicka Graysona
-
Bardzo mocna relacja Dick–Bryce
-
Zanni jako przerażający, zapadający w pamięć antagonista
-
Fantastyczna oprawa graficzna i kolorystyka
-
Blüdhaven jako żyjące, istotne dla fabuły miasto
Minusy:
-
Momentami niewykorzystany potencjał stron i paneli
-
Zbyt mało miejsca dla wątków gangów i wyborów
-
Lekko niepokojący design Bryce’a (choć może celowy)


