Recenzja Komiksu „Batman #1” – Batman na nowo? Mocny start z odważną tezą, choć nie bez potknięć

 

Rok 2025 przynosi kolejną próbę zdefiniowania miejsca Batmana we współczesnym świecie świecie, w którym miliarderzy są bardziej niż kiedykolwiek postrzegani jako źródło społecznych patologii, policja nie budzi zaufania, a klasyczne superbohaterskie archetypy wydają się coraz trudniejsze do obrony. Matt Fraction podejmuje temat z odwagą, ambicją i z klarowną wizją: Batman musi się zmienić. Ale nie poprzez totalną rewolucję, lecz poprzez subtelne przesunięcie akcentów od „mrocznego rycerza” jako policyjnego sojusznika do nieco bardziej ludzkiej, empatycznej, choć wciąż niebezpiecznej wersji, która musi zmierzyć się zarówno z własnymi demonami, jak i nową tożsamością Gotham.

To komiks, który jednocześnie zachwyca, frustruje, prowokuje i zostawia z poczuciem potężnego potencjału. Fraction nie pisze tu historii, która wywraca mit Batmana do góry nogami zamiast tego snuje opowieść bardziej osobistą, wizualnie olśniewającą i pełną interesujących komentarzy społecznych.

Nowy Batman, nowe Gotham  a raczej… odnowione?

Już pierwsze strony pokazują, jak bardzo zmieniły się priorytety twórców. Gotham, choć wciąż mroczne, jest teraz przepełnione kolorami neonami, światłem, zbyt nowoczesną architekturą, która niemal zderza się z gotyckimi fundamentami miasta. To celowe: Tomeu Morey maluje miasto tak, jakby jego mieszkańcy próbowali przykryć brud złotą farbą. To nie jest Gotham z „Year One”. To Gotham XXI wieku przytłoczona metropolia, która udaje, że jest lepsza, niż jest.

Dla wielu fanów to może być szok. Gotham błyszczy bardziej niż powinno. Niektórzy już narzekają, że wygląda to jak futurystyczne miasto z jakiejś soft-reklamy LexCorp, co zabija klimat. Ale w połączeniu z opowieścią Fractiona nabiera sensu to świat, który próbuje udawać, że się zmienił. A Batman… musi zdecydować, czy on sam również powinien.

Nowy kostium zbyt cukierkowy?

Najbardziej kontrowersyjny element to oczywiście strój Batmana jasny, niebiesko-szary, momentami niemal… zabawkowy. I właśnie o to chodzi. Fraction celowo nawiązuje do pre-Crisis era: bardziej rodzinnej, mniej ponurej. Odbiór w fandomie? Mieszany:

  • jedni widzą w tym odważny powrót do klasyki,

  • inni uważają, że Batman wygląda jak figurka dla przedszkolaków.

Estetycznie jest to strój bliższy „Batman: The Animated Series” niż „Arkham Knight”. Ale to świadoma decyzja: skoro Batman ma się zmienić, jego wygląd też musi to pokazać.

Dialogi, tematy i kontrowersje – Fraction idzie po cienkiej linii

W jednej z najmocniejszych scen Bruce rozmawia z lekarką, której empatia względem psychopatycznego przestępcy przechodzi w naiwność. Batman odbija jej argumenty, podważając romantyzowanie zaburzeń i brutalności. Ale jednocześnie… w połowie rozmowy mówi, że wezwać policję to zły pomysł, bo GCPD i tak go zastrzeli.

To mocny komentarz społeczny, choć momentami wydaje się, że Fraction chce zjeść ciastko i mieć ciastko skrytykować system, ale nie popaść w moralizowanie. Czasem działa to świetnie, czasem brzmi jak półśrodki.

Hulk Hogan jako burmistrz? Croc jako John Coffey? Fraction balansuje między satyrą a dramatem

Nowy burmistrz wygląda jak „Hulk Hogan po kursie prawa”, a wątek Killer Croca przypomina „Zieloną Milę” Croc jako metaforyczny John Coffey, niebezpieczny i łagodny zarazem. To ryzykowne twórczo posunięcia. Nie każdemu przypadną do gustu, ale Fraction przynajmniej próbuje czegoś innego niż standardowy scenariusz „Batman naparza złych i wraca do jaskini”.

Gotham pełne memów i satyry

Komiks jest również zaskakująco memiczny:

  • parodia Alexa Jonesa krzyczącego o „problemie ninja w Gotham”,

  • komentarze jak z Twittera,

  • „kolory w ciemności” rodem z mema z Shaqiem,

  • żarty z Robinów i „który tym razem jest najgorszy”.

Fraction trafnie pokazuje, że Gotham jest absurdalne, przemocowe i komercyjne… ale też pełne ironii.

Jiménez + Morey = wizualny knockout

Jorge Jiménez dostarcza jedne z najlepszych rysunków w swojej karierze. Jego Gotham to żywa, pulsująca metropolia pełna życia i przemocy. Morey dopełnia to kolorem neonowe błękity, miodowe róże zachodów słońca, jasne światła kontra ciemne zaułki. Ta para to absolutna czołówka współczesnego mainstreamu.

Każda strona wygląda jak pełnoprawna plansza koncepcyjna do filmu.

Alfred – iluzja? AI? Halucynacja?

Bruce rozmawia z Alfredem, choć Alfred nie żyje. Czy to:

  • zaawansowana AI?

  • halucynacja?

  • projekcja psychiki Bruce’a?

Fraction nie odpowiada i dobrze, bo ta tajemnica jest jedną z najlepszych części numeru. Alfred działa jak moralny kompas, wyrzut sumienia i echo przeszłości.

Tim jako Robin – powrót do korzeni

Wbrew żartom o „którym Robinie tym razem” Tim wypada naprawdę dobrze jako symbol przeszłości, która nie chce odejść, i przyszłości, która musi się zmienić. Fraction zapowiada rozwijanie relacji Bruce–Tim z nowego, bardziej emocjonalnego punktu widzenia.

Historia – prosta, ale skuteczna

Fabuła numeru to w dużej mierze:

  • zagadka,

  • sprawa Croca,

  • komentarz społeczny,

  • wewnętrzna przemiana Batmana.

Niektórzy czytelnicy twierdzą, że mogłoby być więcej głębi, gdyby historia została rozciągnięta na dwa numery. I to prawda tematyka jest ważna, ale opowiedziana czasem zbyt szybko. Fraction zapowiada jednak, że seria będzie oparta na „samodzielnych numerach”, co może być zaletą dla nowych czytelników.

Batman, który się zmienia ale czy naprawdę?

Największy temat numeru: czy Batman może się zmienić?

Fraction twierdzi: tak… ale powoli.
Czy to działa? Na razie tak.
Czy wystarczy na całą serię? To zobaczymy.

Batman jest tu:

  • bardziej empatyczny,

  • mniej brutalny,

  • bardziej introspektywny,

  • ale nadal niebezpieczny.

To powrót do ducha lat 70./80., a nie do skrajnego mroku „Arkham” czy millerowskiego cynizmu.

Podsumowanie – to jeszcze nie rewolucja, ale bardzo obiecujący start

„Batman #1” to świetnie narysowana, nowocześnie napisana historia, która próbuje odpowiedzieć na trudne pytania o rolę Batmana w XXI wieku. Fraction nie przewraca stolika, ale zmienia układ krzeseł i to wystarczy, żeby zrobić wrażenie.

Komiks nie jest wielką rewolucją, jak niektórzy zapowiadają, ale jest bardzo dobry, świeży i pełen potencjału. Jeśli kolejne numery będą rozwijać temat przemiany Batmana, a nie tylko o niego zahaczać, to może być początek naprawdę wybitnej ery.

PLUSY

+zachwycająca oprawa graficzna Jiméneza i kolorystyka Moreya

+odważne tematy: empatia, brutalność policji, rola Batmana w XXI w.


+świeże podejście Fractiona: Batman bardziej ludzki i introspektywny


+świetne sceny Batmana z Crokiem i Alfredem


+bardzo dobry balans między dramatem, satyrą i emocjami

+samodzielna historia, dobra dla nowych czytelników

MINUSY

-kostium Batmana może odrzucać

-niektóre komentarze społeczne brzmią jak półśrodki


-tempo historii jest zbyt szybkie


-część humoru jest zbyt memiczna lub mało subtelna

-przestępcy wyglądają karykaturalnie i niegroźnie

OCENA KOŃCOWA: 8/10