Recenzja komiksu „Marvel / DC: Deadpool / Batman #1” – wielkie spotkanie dwóch światów, mały efekt końcowy
Wspólne przedsięwzięcia Marvela i DC to zawsze wydarzenia, które budzą emocje, ekscytację i nostalgię. Dla wielu fanów to coś w rodzaju święta popkultury moment, w którym dwie największe potęgi komiksowe odkładają na bok rywalizację, by opowiedzieć historie z pogranicza marzeń i absurdu. „Marvel / DC: Deadpool / Batman #1” miał być właśnie takim świętem – szaloną, nieprzewidywalną, ale też odważną antologią łączącą bohaterów obu uniwersów. Niestety, końcowy efekt to bardziej ciekawostka niż prawdziwe wydarzenie.
Komiks składa się z kilku krótszych historii – od głównego crossovera Deadpoola z Batmanem, po pomniejsze spotkania takie jak Captain America/Wonder Woman, Daredevil/Green Arrow, Rocket Raccoon/Green Lantern czy urocze miniatury Jeffa i Krypto. Na papierze brzmi to imponująco, ale w praktyce mamy tu zderzenie tonów, jakości i pomysłów, które często się wzajemnie wykluczają.
Deadpool / Batman – wielki tytuł, przeciętny efekt
Najgłośniejszy i najdłuższy segment antologii, czyli spotkanie Mrocznego Rycerza z Najemnikiem z Nawijką, to historia, która powinna być kulminacją całego projektu. Niestety, mimo kilku zabawnych momentów, scenariusz Grega Capullo i Zeb’a Wellsa wypada raczej płasko.
Pomysłowość Deadpoola spotyka tu mroczny ton Batmana, ale zderzenie ich charakterów nie eksploduje iskrą, której można by się spodziewać. Dialogi są poprawne, jednak często balansują na granicy wymuszonego humoru. Deadpool, znany ze swojej meta-świadomości i nieustannego łamania czwartej ściany, w tym numerze wydaje się odgrywać samego siebie na autopilocie. Batman natomiast pełni funkcję sztywnego kontrapunktu, co jest typowe – ale nie wykorzystane do maksimum.
Największym problemem jest jednak udział Jokera. Zamiast pozwolić Batmanowi i Deadpoolowi eksplorować własną dynamikę, scenariusz szybko skręca w stronę przewidywalnego chaosu z Jokerem w centrum. Co gorsza, jego dialogi są napisane niekonsekwentnie, a rola w historii wydaje się wymuszona.
Na plus można zaliczyć kilka udanych żartów meta — m.in. scena, w której Deadpool zauważa komisarza Gordona „palącego między panelami” – to autentycznie błyskotliwy moment, jedyny, który rzeczywiście wykorzystuje potencjał tego typu crossoveru.
Artystycznie Capullo wciąż imponuje kompozycją kadrów i dynamiką, ale brak jego stałego kolorysty jest odczuwalny kadry są mniej nasycone, momentami chaotyczne. Mimo to, wizualnie to wciąż jedna z mocniejszych części numeru.
Ocena: 2.5/5
Captain America / Wonder Woman – kontrowersyjna wizja wojny i moralności
Historia autorstwa Chipa Zdarsky’ego i Terry’ego Dodsona to ambitna próba połączenia mitologii drugiej wojny światowej z klasyczną komiksową refleksją o sprawiedliwości. Niestety, efekt końcowy okazał się wyjątkowo kontrowersyjny.
Scenariusz przedstawia spotkanie Kapitana Ameryki i Wonder Woman w samym środku II wojny światowej. Brzmi świetnie dwie ikony heroizmu, dwie różne perspektywy moralne. Niestety, centralny motyw historii, czyli scena, w której Captain America oszczędza Hitlera, zupełnie wykoleja narrację. Choć intencją Zdarsky’ego jest podjęcie dyskusji o tym, czym naprawdę jest sprawiedliwość, efekt jest niefortunny – symboliczny wymiar gestu wypada naiwnie i anachronicznie, zwłaszcza w dzisiejszym kontekście.
Artystycznie historia jest pięknie zilustrowana, ale fabularnie rozczarowuje. Symboliczny dialog „Ty odłożyłeś pistolet, ja odłożyłam miecz” ma pewną poetycką moc, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że to historia, która chciała być mądrzejsza, niż faktycznie jest.
Ocena: 2/5
Jeff / Krypto – uroczy przerywnik bez większego znaczenia
Ten krótki epizod Kelly Thompson to klasyczny „filler” lekki, wizualnie atrakcyjny, ale pozbawiony treści. Jeff (miniaturowy rekin z Marvela) i pies Supermana grają w siatkówkę na lodowcu – i właściwie to wszystko.
Nie ma tu dialogów, nie ma fabuły, nie ma crossoverowego znaczenia to raczej moment oddechu między cięższymi historiami. Dzieciom może się spodobać, ale dla dorosłego czytelnika to raczej niewykorzystany potencjał.
Ocena: 3/5
Daredevil / Green Arrow – klasyczny, solidny duet ulicznych herosów
Tu z kolei mamy coś, co naprawdę działa. Kevin Smith (scenariusz) i Adam Kubert (rysunki) tworzą dynamiczny, stylowy crossover, który bawi i angażuje. Spotkanie Daredevila i Green Arrowa wypada naturalnie obaj to bohaterowie o silnym poczuciu moralności, działający na granicy prawa.
Świetna dynamika dialogowa, humor z dystansem („Myślałem, że jesteś Hawkeye’em!”), a do tego widowiskowa scena z „boxing glove arrow” to wszystko sprawia, że historia czyta się z przyjemnością. To nie jest arcydzieło, ale świetny przykład, jak zrobić prosty, dobrze napisany crossover.
Ocena: 4/5
Rocket Raccoon / Green Lantern – humor, który trafia w punkt
Zaskakująco zabawna dwustronicowa historia Al Ewinga z Dike Ruanem to jedno z największych pozytywnych zaskoczeń. Pomysł, by Rocket Raccoon dostał pierścień Green Lanternów, jest z natury absurdalny – i dokładnie tak został potraktowany.
To czysty gag, ale z doskonałym wyczuciem rytmu i puenty. Niektórym może przeszkadzać nielogiczne podejście do zasad działania pierścienia, ale przecież to pastisz – nie traktuje się tu niczego serio.
Ocena: 4/5
Old Man Logan / The Dark Knight Returns Frank Miller sam ze sobą
Frank Miller powraca do swoich legendarnych bohaterów w teoretycznie wymarzonym zestawieniu, ale efekt jest… chaotyczny. Historia jest trudna w odbiorze, fragmentaryczna i pozbawiona emocji. Rysunki również nie przypominają stylu z najlepszych lat Millera są surowe, niemal szkicowe, z dziwnym rytmem narracyjnym.
To nie hołd, to cień dawnych dokonań.
Ocena: 1/5
Logo Amalgam powraca (trochę)
Na koniec mamy prawdziwy rarytas: powrót ducha serii Amalgam Comics. Ryan North łączy Logana i Lobo w jedną postać – Logo. Brzmi niedorzecznie? Tak. Ale też dokładnie tak, jak powinno.
To przerysowane, brutalne, autoironiczne i pełne energii opowiadanie, które przywraca klimat lat 90. w najlepszym sensie tego słowa. Nie jest to wybitne, ale daje nadzieję, że może Amalgam wróci na dłużej.
Ocena: 3.5/5
Podsumowanie
„Marvel / DC: Deadpool / Batman #1” to projekt, który miał ogromny potencjał i równie duży ciężar oczekiwań. Część autorów potraktowała to jako okazję do zabawy formą i eksploracji pomysłów, inni jak szybkie, komercyjne zlecenie. W efekcie otrzymaliśmy zbiór nierównych historii: od naprawdę zabawnych i pomysłowych (Daredevil/Green Arrow, Rocket/Green Lantern) po frustrująco nieudane (Captain America/Wonder Woman, Old Man Logan/DKR).
Największym problemem całego numeru jest brak spójności i niskie zaangażowanie twórców w najważniejszy segment, czyli tytułowy Deadpool/Batman. Zamiast emocjonującego spotkania ikon, dostaliśmy poprawną, ale pozbawioną energii historię, która nie wnosi nic nowego do żadnego z uniwersów.
Plusy
+Kilka naprawdę udanych pomysłów crossoverowych (Daredevil/Green Arrow, Rocket/Green Lantern)+Świetna kreska Adama Kuberta i solidna kompozycja Capullo
+Momentami ciekawe dialogi i meta-humor Deadpoola
Minusy
-Nierówny poziom historii, brak spójnego tonu-Zmarnowany potencjał głównej historii z Batmanem i Deadpoolem
-Kontrowersyjna i źle napisana historia Cap/Wonder Woman
-Frank Miller w formie, którą lepiej przemilczeć
-Brak realnej stawki emocjonalnej
Ocena końcowa: 5/10
Antologia, która miała być wydarzeniem dekady, okazała się tylko poprawną ciekawostką. Kilka dobrych historii ratuje całość przed katastrofą, ale „Marvel / DC: Deadpool / Batman #1” pozostawia uczucie niedosytu. To raczej eksperyment niż święto fanów i choć momentami bawi, w ostatecznym rozrachunku nie spełnia pokładanych w nim nadziei.


