Recenzja komiksu: „Absolute Batman #12” – Kiedy Bane łamie Batmana na każdym poziomie
Jeśli do tej pory wydawało się wam, że historia Absolute Batman nie może być już bardziej brutalna, niepokojąca i emocjonalnie wyniszczająca numer dwunasty pokazuje, że byliście w błędzie. Scott Snyder (scenariusz) i Nick Dragotta (rysunki) dostarczają jeden z najbardziej intensywnych rozdziałów tej sagi, który nie tylko redefiniuje Bane’a jako przeciwnika, ale też stawia Bruce’a Wayne’a w punkcie, z którego powrót wydaje się niemal niemożliwy.
To opowieść o złamaniu nie tylko ciała, ale ducha. O przyjaźni, która przestaje być tarczą, a staje się źródłem bólu. O Batmanie, który po raz pierwszy naprawdę traci wszystko, co trzymało go przy życiu.
Bane – definicja potworności
Już pierwsze strony Absolute Batman #12 pokazują, że tytuł „Abomination” nie jest przesadzony. Bane, który do tej pory był potężnym przeciwnikiem fizycznym, tutaj staje się czymś o wiele gorszym prawdziwym demonem psychologicznym, drapieżnikiem rozrywającym relacje, które definiowały Bruce’a Wayne’a jako człowieka.
Jego zemsta nie polega na zabijaniu polega na sprawianiu, by ofiary chciały umrzeć. Spotkania Batmana z Waylonem Jonesem, Oswaldem Cobblepotem, Harveyem Dentem i Edwardem Nygmą to kolejne ciosy w psychikę bohatera. Każdy z jego dawnych przyjaciół został nie tylko fizycznie zniszczony, ale także mentalnie zdeformowany, jakby Bane chciał z nich wszystkich uczynić odbicie własnego upadku.
Scena, w której Bruce nie jest w stanie zabić błagającego o śmierć Waylona (Killer Croca), to jeden z najbardziej przejmujących momentów w całym runie. Snyder w mistrzowski sposób pokazuje, jak ogromny ciężar moralny ciąży na Batmanie człowieku, który zawsze powstrzymywał się od przekroczenia granicy, nawet jeśli to oznaczało własne cierpienie.
Szpitalne piekło – złamane ciało, złamany duch
Środkowa część numeru przenosi nas do szpitala, gdzie Bruce odwiedza swoich przyjaciół – Ozziego, Harveya i Edwarda. To sekwencje, które wywołują autentyczny niepokój i smutek.
Ozzie (Pingwin) został przez Bane’a potraktowany z chirurgiczną precyzją – wszystkie kości połamane, ale żaden organ nieuszkodzony. Harvey (Two-Face) jest poparzony i okaleczony, a jego nienawiść do Bruce’a miesza się z poczuciem winy. Z kolei Edward Nygma (Riddler) być może najbardziej przerażający przypadek – sam przeprowadza na sobie operację, łącząc swój mózg z technologicznym implantem. Widok hełmu z odsłoniętą półkulą mózgu w kształcie znaku zapytania jest jednocześnie fascynujący i makabryczny.
To właśnie te sekwencje sprawiają, że Absolute Batman #12 jest jednym z najmroczniejszych rozdziałów w całym cyklu. Snyder udowadnia, że największą bronią Bane’a nie są jego mięśnie, lecz zdolność do zniszczenia idei, którą Batman reprezentuje wiary, że dobro i relacje mogą przetrwać każde zło.
Flashbacki, złoto i krew – mroczna poetyka Snydera
Wspomnienia Bruce’a o dawnych czasach z Seliną Kyle (Catwoman) i Waylonem przeplatają się z teraźniejszością w sposób niemal filmowy. Snyder pokazuje momenty, w których bohaterowie jeszcze mieli nadzieję, jeszcze planowali wspólną przyszłość, zanim wszystko się rozpadło.
Flashback z Carmine’em Falconem to świetny przykład tego, jak autor potrafi łączyć motyw zbrodni z emocjonalnym dramatem – Selina i Bruce są tu bardziej partnerami w zbrodni niż w miłości, a cała sekwencja pachnie klasycznym noir.
Catwoman powraca – i kradnie całe show
Kulminacja numeru to zaskakująca, spektakularna scena z udziałem Seliny Kyle. Gdy Batman i Alfred są gotowi do walki po alarmie w jaskini, pojawia się… Catwoman. I w jednej z najlepszych scen akcji w tym numerze obezwładnia Alfreda (!) przy pomocy bicza, a następnie staje twarzą w twarz z Bruce’em.
Ich spotkanie to mieszanka gniewu, tęsknoty i niedopowiedzianych emocji. Bruce nie wydaje się szczęśliwy, ale ich chemia jest natychmiastowa. To także moment, w którym po raz pierwszy czujemy, że historia Catwoman w tym uniwersum dopiero się zaczyna a „Absolute Catwoman”, zapowiedziana na następny numer, ma szansę być czymś wyjątkowym.
Motyw przewodni – złamanie i odkupienie
„He broke them, Pennyworth! My friends!” – krzyczy Batman.
„That’s right, he did. The question is, are you going to let him break you?” – odpowiada Alfred.
To zdanie streszcza cały sens Absolute Batman #12. To nie historia o zemście, lecz o tym, czy człowiek, którego złamano w każdym możliwym sensie, jest w stanie powstać.
Snyder pokazuje, że prawdziwa siła Batmana nie tkwi w jego ciele ani w symbolu nietoperza, ale w jego więziach z ludźmi, którzy mu zaufali. A skoro Bane je zniszczył, pytanie brzmi co zostaje?
Warstwa wizualna – horror i piękno jednocześnie
Nick Dragotta wykonuje niesamowitą pracę. Jego styl balansuje między groteskowym horrorem a emocjonalnym realizmem. Krew, pot i łzy są tu niemal namacalne. Sceny szpitalne przypominają coś z „Silent Hill”, natomiast retrospekcje z Seliną mają melancholijny ton noir, przywodzący na myśl stare filmy gangsterskie.
Wizualnie to jeden z najmocniejszych numerów całej serii pełen szczegółów, brutalny, ale piękny.
Podsumowanie – Snyder łamie serca i oczekiwania
Absolute Batman #12 to nie tylko kontynuacja brutalnej sagi, to pełnoprawne studium upadku i możliwego odkupienia. Snyder rozbija mit Batmana na kawałki, by sprawdzić, co zostanie z człowieka, który stał się symbolem.
To komiks przerażający, bolesny i genialnie napisany. Nie jest perfekcyjny tempo bywa zbyt szybkie, a część emocjonalnych uderzeń mogłaby wybrzmieć mocniej, gdyby autor rozłożył je na dwa numery ale nawet mimo tego, to jedno z najlepszych współczesnych podejść do psychologii Mrocznego Rycerza.
Plusy
+Genialne dialogi i psychologiczna głębia relacji Bruce’a z jego dawnymi wrogami+Bane w najbardziej przerażającej, „absolutnej” wersji w historii
+Wizualna brutalność i emocjonalny ciężar rysunków Dragotty
+Rewelacyjny powrót Catwoman i świetna scena finałowa
+Tematyka upadku i odkupienia zrealizowana z pasją i ciężarem
Minusy
-Tempo miejscami zbyt szybkie, niektóre emocjonalne momenty mogłyby dostać więcej przestrzeni-Duża ilość postaci i wątków może przytłaczać przy jednorazowym czytaniu
-Część retrospekcji wydaje się nieco chaotyczna w montażu
Ocena końcowa: 8/10
Mroczna, bolesna i emocjonalnie niszcząca odsłona historii o Batmanie, który naprawdę traci wszystko poza wolą, by powstać. Absolute Batman #12 to kolejny dowód na to, że Scott Snyder wciąż potrafi pisać Batmana tak, jak nikt inny z sercem, gniewem i świadomością, że największym potworem w Gotham bywa nie szaleniec w masce, lecz trauma, która nigdy nie umiera.


