Recenzja Komiksu: The Ultimates Vol. 2: Power to the People — Rewolucja superbohaterów i redefinicja mitu Ameryki

 

Marvel wreszcie znów ma coś do powiedzenia.
Po latach wtórnych eventów, przerysowanego patosu i bezpiecznych historii tworzonych tak, by nikogo nie urazić, The Ultimates w wersji Deniza Campa staje się czymś więcej niż tylko superbohaterskim komiksem to manifest. To bunt przeciw status quo, to literacko i politycznie odważne dzieło, które zderza mit amerykańskiego heroizmu z brutalną rzeczywistością współczesnego świata.

Tom drugi, zatytułowany Power to the People, nie tylko rozwija wizję świata po porażce z Ultimate Hulkiem, ale też jeszcze głębiej zagląda w dusze i przekonania bohaterów, którzy przestali wierzyć w „system”, a zaczęli wierzyć w ludzi. Camp wspierany przez fenomenalny zespół artystyczny Juan Frigeri (rysunki), Federico Blee (kolory) i Travis Lanham (liternictwo) dostarcza nam historię, która łączy w sobie filozoficzną refleksję z epicką skalą i emocjonalną intensywnością godną najlepszych momentów z Watchmen czy The Authority.

Po klęsce rodzi się rewolucja

Po brutalnym starciu z Hulkiem, które zakończyło pierwszy tom serii, The Ultimates rozpadli się nie tylko jako drużyna, ale i jako idea. Każdy z członków zmaga się teraz z własnym kryzysem wiary i tożsamości. Camp decyduje się na ryzykowną, ale niezwykle skuteczną narracyjną strukturę każdy zeszyt skupia się na jednym lub dwóch bohaterach, pozwalając spojrzeć na ich osobiste dramaty przez pryzmat szerszego, społecznego konfliktu.

Zaczynamy od poruszającego one-shota o Nicku Furym, który ukazuje legendę szpiegostwa w najbardziej tragicznym świetle jako narzędzie w rękach The Makera. Camp bawi się tu percepcją czytelnika, stopniowo odkrywając, że to, co wygląda jak zdrada, może być desperacką formą lojalności. To mroczne, niepokojące i głęboko ludzkie otwarcie, które ustawia ton całego tomu.

Kapitan Ameryka kontra mit Ameryki

Największe emocje budzi jednak drugi zeszyt ten, który już zdążył zdobyć status jednego z najlepszych komiksów Marvela ostatnich lat. Camp odważnie konfrontuje Steve’a Rogersa z historią własnego kraju nie tą z podręczników, ale tą prawdziwą, pełną przemocy, imperializmu i złamanych obietnic.

Kapitan Ameryka, po latach w lodzie, patrzy na świat, który dawno przestał być ucieleśnieniem jego ideałów. Camp demaskuje pustkę sloganu „American Dream”, pokazując, że marzenie to nigdy nie było równe dla wszystkich. W serii, gdzie bohaterowie mają obalić struktury opresji, Steve wreszcie przestaje być symbolem państwa a staje się symbolem ludzi.

To monumentalna zmiana i jednocześnie rozwiązanie problemu, który przez dekady dręczył postać Rogersa. W interpretacji Campa Kapitan Ameryka nie jest już patriotycznym żołnierzem, lecz rewolucjonistą z tarczą, walczącym o wolność nie narodu, ale społeczeństwa.

„All Power to the People” Superbohaterowie jako rewolucjoniści

Największym osiągnięciem The Ultimates Vol. 2 jest sposób, w jaki Camp redefiniuje samą ideę superbohaterstwa. Zamiast kolejnej historii o walce dobra ze złem, dostajemy komiks o walce idei z systemem.

Każdy z bohaterów od Tony’ego Starka po Doom’a zostaje skonfrontowany z pytaniem: czy można naprawdę zmienić świat, nie stając się jego wrogiem?
Camp nie unika lewicowych, antyautorytarnych akcentów „All power to the people” to tu nie slogan, lecz motyw przewodni.

Widzimy Amerykę jako imperium w stanie upadku, świat kontrolowany przez „The Maker’s Council” technokratyczny system, który rządzi nie dla dobra obywateli, ale dla własnego przetrwania. W tym świecie Ultimates to nie bohaterowie, lecz terroryści rewolucji, a Camp z chirurgiczną precyzją ukazuje moralne i emocjonalne koszty tej walki.

Światy, bogowie i poezja

Nie wszystkie zeszyty są politycznymi manifestami i całe szczęście. Camp potrafi też eksperymentować z formą i tonem.
W jedenastym numerze, poświęconym Thorowi i Sif, autor sięga po odważny formalny zabieg cała historia napisana jest w formie heroicznego poematu. Brzmi jak ekstrawagancja? Owszem. Ale działa fenomenalnie. Rymy, rytm i mitologiczny język nadają opowieści ton eposu, a jednocześnie nie tracą emocjonalnego ciężaru.

Z kolei historia Ameriki Chavez i Strażników Galaktyki z 61. wieku wprowadza fascynującą warstwę kosmicznego fatalizmu świat, który przestał istnieć, a jego ostatni uchodźcy próbują zapobiec powtórzeniu katastrofy. Camp łączy osobiste z uniwersalnym, naukowe z mistycznym a całość tworzy spójną, głęboko przemyślaną narrację.

Luke Cage, Red Skulls i powrót duchów przeszłości

Nie sposób nie wspomnieć o jednym z najmocniejszych momentów tomu debiucie Ultimate Luke’a Cage’a. Camp nadaje postaci nową głębię i aktualność to bohater z krwi i kości, stojący w centrum konfliktu rasowego i klasowego, który odzwierciedla współczesną Amerykę bardziej niż jakikolwiek inny superheros Marvela.

Z kolei wątki Invaders i Red Skulls to niemal horror polityczny pokazujący, jak język patriotyzmu i bohaterstwa może zostać przejęty przez ekstremizm. Grupa Red Skulls to paranoiczna, rasistowska sekta, która w groteskowy sposób wykorzystuje ikonografię Punishera i Red Skulla, by „bronić czystości narodu”. Camp nie boi się mocnych metafor i choć to fikcja, echo prawdziwych wydarzeń jest tu aż nadto wyraźne.

Sztuka i narracja czyli forma w służbie idei

Graficznie The Ultimates Vol. 2 to absolutny majstersztyk. Juan Frigeri tworzy dynamiczne, ostre i pełne energii plansze, które jednocześnie potrafią być kameralne i emocjonalne. Federico Blee bawi się paletą barw od zimnych tonów w scenach introspekcji po ogniste kontrasty w sekwencjach bitewnych. W scenach, w których Steve Rogers poznaje historię Ameryki, kolory stają się przygaszone, niemal dokumentalne to wizualny komentarz sam w sobie.

Liternictwo Travisa Lanham’a doskonale wspiera rytm narracji od spokojnych, poetyckich kadrów po eksplozje emocji.

Manifest współczesnego heroizmu

The Ultimates Vol. 2 to dzieło, które pokazuje, że superbohaterowie nadal mogą być polityczni, buntowniczy i inspirujący.
Camp nie tylko pisze świetny komiks pisze komentarz do współczesności. W świecie, w którym rewolucja wydaje się niemożliwa, a nadzieja to luksus, The Ultimates przypomina, że heroizm to nie moc, lecz odwaga przeciwstawienia się niemożliwemu.

To komiks, który zostaje w głowie na długo. I choć nie jest idealny bo nie wszystkie wątki mają czas w pełni wybrzmieć to bez wątpienia jedno z najciekawszych, najambitniejszych i najlepiej napisanych dzieł Marvela ostatnich lat.

Plusy:

+Odważny, politycznie zaangażowany scenariusz Deniza Campa

+Głęboka analiza mitu Kapitana Ameryki i redefinicja superbohaterstwa


+Fenomenalna oprawa graficzna Frigeriego i Bleego


+Eksperymentalna narracja (poemat Thora!)


+Emocjonalna i intelektualna intensywność


+Wyjątkowa spójność motywów i symboliki

+Świetne, zapadające w pamięć postacie drugoplanowe (Luke Cage, America Chavez)

Minusy:

-Niekiedy zbyt duża liczba wątków i postaci

-Brak czasu na rozwinięcie relacji między członkami drużyny

-Momentami zbyt akademicki ton narracji może odstraszyć mniej zaangażowanych czytelników

 Ocena końcowa: 9 / 10