Recenzja Komiksu: Batman #162 – Wizualna uczta w fabularnym rynsztoku. Hush 2 to katastrofa!


 

Powroty legendarnych duetów po latach bywają ryzykowne, ale to, co serwują nam Jeph Loeb i Jim Lee w kontynuacji kultowego Hush, zaczyna przypominać bolesny upadek z bardzo wysokiego konia. Po czteromiesięcznym opóźnieniu (które skutecznie zabiło resztki pędu tej historii), Batman #162 w końcu trafił na półki. I choć oprawa graficzna próbuje krzyczeć „arcydzieło!”, scenariusz szeptem (a czasem bełkotem) oznajmia kapitulację zdrowego rozsądku.

Cierpliwość wystawiona na próbę (i 4 miesiące czekania)

Zacznijmy od tego, że przerwa między numerami 161 a 162 była tak długa, że bez powtórki poprzedniego zeszytu trudno w ogóle wejść w rytm opowieści. Niestety, Loeb nie ułatwia nam zadania. Zamiast pchnąć narrację do przodu, funduje nam „smackdown” w rajtuzach, który ma więcej wspólnego z bezmyślnym wrestlingiem niż z detektywistycznym mitem Mrocznego Rycerza.

Fabularny regres i Batman jako... rozkapryszone dziecko?

Głównym problemem tego numeru jest to, jak Loeb traktuje postacie, które budowano przez dekady. Zaczynamy od sceny z Batgirl, która zachowuje się, jakby zapomniała o swoich dwudziestu latach doświadczenia jako Oracle. Barbara stoi tyłem do Batmana, odrzuca pomoc Nightwinga i daje się bez walki ukłuć strzykawką z usypiaczem. To policzek dla fanów tej postaci.

Co gorsza, Bruce w swoich myślach przyznaje, że ten czyn przypomina mu traumę z Zabójczego Żartu, ale... i tak to robi. Loeb kreuje Batmana na emocjonalnie niestabilnego, niemal infantylnego dorosłego. W pewnym momencie, w odpowiedzi na pretensje Catwoman, Bruce rzuca tekstem: „Ona zaczęła!” (She started it!). Naprawdę? Czy to jest ten sam człowiek, który jest najpotężniejszym umysłem strategicznym na planecie, czy może przedszkolak w kevlarze?

Logika wyłączona, fizyka nie istnieje

Scena, w której Damian Wayne ciągnie Batmana za motocyklem na linie, niczym szmacianą lalkę przez środek ruchu ulicznego, jest szczytem absurdu. Nawet z pancerzem, Batman powinien zginąć na pierwszym zakręcie. Cały konflikt z Bat-rodziną wydaje się wymuszony i sztuczny. Postacie nie używają słów, nie próbują się porozumieć – walczą, bo scenariusz wymaga kolejnej efektownej rozkładówki Jima Lee.

Dialogi Riddlera również osiągnęły dno. Fraza: „Pytanie: kiedy należy spodziewać się niespodziewanego? Odpowiedź: w czasie Nygmy” to poziom humoru z serialu z lat 60., ale podany bez cienia ironii. Do tego dochodzi przedziwna dynamika z Catwoman, która twierdzi, że mogłaby „skopać Bruce’owi tyłek, gdyby chciała”, oraz rażące pominięcie Cassandry Cain w dyskusji o „córkach” Batmana.

Jim Lee – jedyny powód, by nie wyrzucić tego komiksu do kosza

Gdyby nie Jim Lee, Scott Williams i Alex Sinclair, ten komiks byłby całkowicie nieczytelny. Lee dowozi jednak jedne z najlepszych prac w swojej karierze od lat. Scena w kościele z witrażami, deszczowy Gotham, brutalne (choć nielogiczne) starcia – to wszystko wygląda obłędnie. Dynamiczne linie, głębia czerni i kinowy rozmach sprawiają, że można na chwilę zapomnieć o tym, jak głupi jest tekst w dymkach.

Mimo to, nawet warstwa wizualna ma swoje zgrzyty. Kostiumy Bat-rodziny są przedstawione w tak jaskrawych, niemal odpustowych barwach, że gryzą się z mrocznym klimatem deszczowego miasta. Wycięcie na dekolcie w kostiumie Catwoman czy design maski Damiana trącą kiczem, który trudno zignorować.

Werdykt

Batman #162 to komiks, który balansuje na granicy „tak złe, że aż śmieszne”. To pozycja dla kolekcjonerów rysunków Jima Lee, którzy potrafią wyłączyć mózg podczas lektury. Jako element sagi Hush 2, jest to bolesne rozczarowanie. Jeph Loeb zdaje się nie rozumieć współczesnych wersji tych postaci, sprowadzając je do roli bezmyślnych pionków w grze, której zasady są naciągane do granic wytrzymałości. Jeśli szukacie dobrej historii o Batmanie – szukajcie dalej. Jeśli chcecie ładny album do oglądania – to coś dla was.

PLUSY:

+Genialna oprawa graficzna: Jim Lee w szczytowej formie, cinematic splash-pages i świetne operowanie czernią.

+Tempo akcji:
Zeszyt czyta się błyskawicznie (głównie dlatego, że prawie nie ma tu fabuły).

+Easter eggi:
Wizualne nawiązania do Briana Bollanda i klasycznych momentów z historii Batmana.

MINUSY:

-Tragiczny scenariusz: Postacie zachowują się irracjonalnie, infantylnie i wbrew swojej historii.

-Dialogi:
Teksty Riddlera i Batmana są bolesne i momentami niezamierzenie komiczne.

-Brak logiki:
Scena z motocyklem i traktowanie Batgirl to fabularne lenistwo.

-Długie opóźnienie:
4 miesiące czekania na zeszyt, który nic nie wnosi do opowieści.

-Sztuczny konflikt:
Cała drama z Bat-rodziną jest grubymi nićmi szyta.

OCENA: 2/10